• Porządek mszy

    Niedziela:
    5:15, 7:00, 8:30, 10:00, 10:00 (Brzeziny), 11:30, 17:00

    Dni powszednie:
    6:00, 8:00, 18:30

    Msze dodatkowe w tygodniu:
    W pierwszy piątek: godz. 17.00
    W trzecią środę:  godz. 15.00
    W trzeci piątek:  godz. 15.00

  • Adoracja Najświętszego Sakramentu
    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    Od poniedziałku do piątku

    od 8:30 do 18:30

     

  • Spowiedź

    Spowiedź

    codziennie pół godziny przed mszą świętą
    (z wyjątkiem mszy o godz. 6.00 i mszy dodatkowych, w sobotę spowiedź od godz. 8.00)


    W niedziele i świętą nie spowiadamy podczas mszy świętych.

     

    Stały konfesjonał (pon-pt)

    od 4 czerwca do 31 sierpnia
    od 8.00 do 10.00

     

  • Odwiedziny chorych

    Odwiedziny chorych odbywają się w pierwszy piątek miesiąca od godz. 9.00.
    W miesiącach wakacyjnych (lipiec, sierpień) odwiedziny chorych są zawieszone.

    W pilnych przypadkach uprasza się o skontaktowanie się z duszpasterzami.

    Chorych, którzy pierwszy raz chcą odwiedzin, należy zgłosić bezpośrednio u proboszcza, wikarych lub w biurze parafialnym.

  • Biuro parafialne
    Poniedziałek:  Nieczynne
    Wtorek: 16.00-17.30
    Środa: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Czwartek: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Piątek: 8.30-9.00
    Sobota: Nieczynne

    Furta klasztorna:

    Poniedziałek - Piątek:   8:00-12:00 i 14:00-17:00
    Sobota: 8:00-12:00

  • Ochrona danych osobowych w Kościele

    W związku z wejściem w życie 25 maja 2018r. nowych wytycznych dotyczących ochrony danych osobowych (RODO) odnoszących się także do Kościoła Katolickiego zapraszamy do zapoznania się z niektórymi aspektami praktycznymi.

A A A
Grzesznych upominać

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii przypomina nam, że powinniśmy upominać tych, którzy grzeszą: „Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy [przeciw tobie], idź i upomnij go w cztery oczy” (Mt 18, 15). Wydaje się, że ten nakaz upominania odnosi się do „braci”, tzn. do ludzi, których łączy z nami wspólna wiara i wynikający z niej wspólny system wartości. Można by na poparcie takiego myślenia przytoczyć słowa św. Pawła:

„Napisałem wam w liście, abyście nie zadawali się z rozpustnikami. Nie miałem na myśli w ogóle rozpustników tego świata, chciwych, zdzierców czy też bałwochwalców, bo wtedy musielibyście porzucić ten świat. Teraz jednak napisałem wam, abyście nie zadawali się z takim, który nazywa siebie bratem, a jest rozpustnikiem lub chciwcem albo bałwochwalcą, oszczercą, pijakiem czy zdziercą. Z takim nawet nie zasiadajcie do wspólnego stołu. Ja nie zamierzam sądzić tych spoza wspólnoty. Wy sądźcie tylko tych, którzy do was należą. Tych spoza wspólnoty osądzi Bóg. Usuńcie złego spośród was samych” (1 Kor 5, 9-13).  

Dopiero w szerszym znaczeniu, braćmi naszymi są inni ludzie, ale upominanie np. niewierzących bądź wierzących inaczej – z powoływaniem się na Pana Boga, Pismo Święte, nauczanie Kościoła, prawo naturalne itp. - jest czymś wyjątkowo trudnym i problematycznym. Najpierw musieliby oni uwierzyć w Boga, w Kościół, w natchnienie Pisma Świętego, w obowiązywalność Dekalogu i prawa naturalnego, aby upominanie ich z pozycji człowieka wierzącego miało jakieś szanse powodzenia...

Zresztą w dalszych swych słowach Pan Jezus poleca, aby upominający działał w sposób następujący:

„Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18, 15-17).

Tak więc upomnienie braterskie jesteśmy przede wszystkim winni naszym braciom w wierze, bo oni są nam najbliżsi i podzielają nasz światopogląd. Biorąc pod uwagę powyższe, upomnienie braterskie powinno być czymś łatwym, a jednak nie jest, jak uczy doświadczenie. Dziś tak bardzo podkreśla się wolność jednostki, że jakiekolwiek upominanie zdaje się być zamachem na tę wolność.

Upominanie przede wszystkim powinno wynikać z życzliwości dla błądzącego, wg słów Apostoła z dzisiejszej drugiej lektury: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo” (Rz 13, 8). Nie powinno się upominać, kiedy jest się pod wpływem wzburzenia, kiedy pobudką jest własny egoizm, zarozumiałość, chęć postawienia na swoim, chęć poniżenia drugiego bądź zawstydzenia go. Pamiętajmy, że tylko Bóg może udzielić drugiemu łaski potrzebnej do nawrócenia i przemiany serca, my winniśmy uważać siebie jedynie za narzędzia Bożej Opatrzności. Upominać należy, kiedy ma się nadzieję, że nasza interwencja dopomoże upominanemu w poprawie, a nie przeciwnie – popchnie go ku większej jeszcze zaciekłości w złym. Oczywiście nigdy do końca nie można mieć pewności co do skutku naszego napomnienia, dlatego wszelkie nasze działanie w tym kierunku winno być poprzedzone namysłem i modlitwą. Musimy ufać Bogu, który oczekuje od nas działania, ale i wspiera nas, jeśli motywacje nasze są czyste i wynikają z miłości bliźniego.

Nie jesteśmy we wspólnocie Kościoła sami, jedni modlą się za drugich, a Pan Jezus zapewnia nas: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 19-20). Pamiętajmy o tych słowach Pana Jezusa w chwili, kiedy po modlitwie i refleksji wydaje się nam, że powinniśmy upomnieć bliźniego. Zdajmy się wtedy na Boga, który potężnie wspomaga i hojnie nagradza tych, którzy sami się nawracają i zabiegają o nawrócenie grzeszników.

O. Czesław Front

Stracić swe życie by je zachować

Pierwsze przykazanie Dekalogu mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”. Bóg pragnie dać człowiekowi samego siebie, tzn. najwyższe i jedyne Dobro, które JEDYNIE zaspokoić może ludzką potrzebę szczęścia. Grzech to odwrócenie się od Boga i szukanie szczęścia gdzieś indziej, poza Bogiem, a nawet wbrew Niemu. Od Adama i Ewy zaczęła się ta poniewierka, ta nasza pogoń za nicestwem.

Szatan wciąż zwodzi ludzi, obiecując im raj na ziemi. Szczególnie w naszych czasach to kuszenie diabelskie jest bardzo silne. Jesteśmy wszyscy pod przemożnym wpływem propagandy konsumpcjonistycznej. Wmawia się nam, że zaspokajanie różnorakich potrzeb doraźnych to jedyne szczęście, jakie dla człowieka jest dostępne. Również bombardowani jesteśmy światopoglądem antyreligijnym. Wmawia się nam, że pytania o Boga, o wiarę, o to co po śmierci, to pytania nieistotne.

Każdy z nas wierzących ma pewnie swoje osobiste doświadczenie Boga i przekonał się nieraz o Jego bliskości; mógłby uznać za swoje słowa proroka Jeremiasza z dzisiejszej pierwszej lektury: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś ”. Mimo takiego pozytywnego doświadczenia wiary, ulegamy jednak wpływom antyreligijnego środowiska, w którym żyjemy, i moglibyśmy również odnieść do samych siebie te słowa Proroka: „Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają.” Nieraz czujemy się otumanieni przez ducha naszych bezbożnych czasów, nie przyznajemy się do wiary i to, co właśnie powinno nas napełniać dumą – tj. wiara w Chrystusa i wierność Jemu – onieśmiela nas i zawstydza, jakbyśmy mieli się czego wstydzić...

W dzisiejszej Ewangelii Jezus ostrzega nas, abyśmy nie szli za duchem bezbożnych czasów, abyśmy odrzucali poprawność polityczną, abyśmy domagali się życia wg prawdy, że Bóg jest Bogiem a człowiek człowiekiem, że prawo Boże jest ponad prawem ludzkim, że jest nagroda za cnotę i jest kara za występek, że człowiek ostatecznie odpowie przed Bogiem za swoje życie i odbierze wieczną nagrodę lub wieczną karę: „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania”.
 
Cóż by nam dało, gdybyśmy za cenę uznania u ludzi bezbożnych wyrzekli się prawdy Ewangelii? Co warte byłoby takie życie? „...Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je...” Gdybyśmy wstydzili się wiary w Boga, to wiara nasza byłaby jak zwietrzała sól, niezdatna już do niczego jak tylko do wyrzucenia i bycia deptaną przez ludzi. Co byśmy na tym zyskali? „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?” Wszystkie dobra, jakie człowiek na tym świecie może zdobywać i gromadzić, są utracalne i człowiek je straci – najpóźniej w godzinie śmierci. Tylko Bóg nas nie zawiedzie, On jest naszym najwyższym Dobrem i jedyną Nagrodą, o którą warto się ubiegać.

O. Czesław Front

Modlitwa

Syn Boży, który stał się człowiekiem z Maryi, pochodził z rodu Dawida, tak jak Jego matka i prawny opiekun Józef. Jezus był członkiem Narodu wybranego, składającego się z dwunastu pokoleń synów Jakuba. Lud ten otrzymał nieodwracalne dary łaski i wezwanie Boże. Jednak Wcielenie jest wydarzeniem, które dotyczy całej ludzkości i przekracza granice Izraela. Jezus Chrystus znosi bariery dzielące ludzi i tworzy z nich jedną wspólnotę miłości. Nie ma już żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie (Ga 3, 28).

Płyną z tego szczegółowe wskazania dla chrześcijan. Najważniejsze z nich to być w jedności z Chrystusem. Od chwili Wcielenia bowiem, ludzkość składa się z tych, którzy są z Chrystusem i z tych, którzy jeszcze z Nim nie są. Być z Chrystusem to dla człowieka szczególne wyróżnienie, wielka godność, ale też zadanie do wypełnienia. Tego daru nie można egoistycznie zatrzymywać dla siebie. Chrystusa trzeba głosić, Chrystusem trzeba się dzielić. Wtedy znikną wszelkie przeszkody odgradzające ludzi od siebie.

Jezus uzdrawia córkę kobiety kananejskiej, mimo że nie należała ona do domu Izraela. My także mamy okazywać miłość ludziom, nie pytając o to, skąd pochodzą, jakiego są stanu lub jakie mają przekonania. Bo Chrystus narodził się, poniósł śmierć i zmartwychwstał dla wszystkich ludzi, bez wyjątku.

abp Edward Ozorowski  za (http://www.opoka.org.pl/biblioteka/H/HN/1/20zwykly-6.html)

 

Kim jest Jezus?

Dla wielu Chrystus był pytaniem i zagadką. Urodził się w małej mieścinie. Uważano Go za syna cieśli z Nazaretu i był z zawodu cieślą. Nie uczęszczał do żadnej szkoły, nie słuchał ówczesnych mistrzów Prawa, a znał je lepiej niż oni. Niczego nie napisał, tylko nauczał, a uczył jak mający władzę. Nauką swoją poruszył całą Judeę i Galileę.

Nadeszła wreszcie chwila egzaminu, podczas którego był On zarówno egzaminatorem, jak i tematem, gdy skierował do apostołów pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Piotr w imieniu własnym i pozostałych odpowiedział: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Egzamin wypadł celująco. Piotr słyszy słowa pochwały i wyróżnienia, a potem zapowiedź przyszłej władzy. Samo przekazanie władzy nastąpi później, po Zmartwychwstaniu Pana. Piotr i apostołowie muszą do tego czasu jeszcze duchowo dojrzeć. Zwłaszcza Piotr, który będzie musiał przejść przez próbę wiary i miłości.

Można zapytać: Dlaczego Piotr został wybrany na opokę Kościoła? Byli przecież inni: umiłowany Jan, gorliwy Jakub, cichy i skromny Andrzej. A tymczasem Chrystus wybiera tchórzliwego Piotra. Czy nie za słaba to opoka? Po ludzku — bardzo słaba. Ale jej siłą jest właśnie wiara w Chrystusa, a nie w siebie. Bez Chrystusa Piotr może być tylko miernym rybakiem. Zatem prawdziwa, choć niewidoczna opoka to Jezus Chrystus. Jest nią dziś, będzie jutro i zawsze.


ks. Zbigniew Godlewski (http://www.opoka.org.pl/biblioteka/H/HN/1/21zwykly-6.html)

 

Uczniowie przebywając w łodzi na środku jeziora, z pewnością nie spodziewali się, że będą świadkami niecodziennego zjawiska. Oto kiedy zaczynało świtać, ujrzeli w oddali postać człowieka, który szedł do nich po wodzie. Przerażeni zaczęli krzyczeć, ale wtedy usłyszeli głos Mistrza: Nie bójcie się!

W naszym życiu taka sytuacja być może nigdy się nie zdarzy, ale często bywa, że i my mamy problem z rozpoznaniem Boga, który do nas przychodzi. Nie szukając daleko, możemy sobie postawić pytania: Czy dostrzegam Bożą obecność w Piśmie Świętym i w Eucharystii? Czy widzę ją w moich problemach i trudnościach, a także w drugim człowieku? Jest to obecność tak dyskretna, że może nawet nie zwracamy na nią uwagi.

Mówi się, że współczesny człowiek zatracił poczucie sacrum. Jednak bez Boga nie zajdziemy daleko. Zawsze pojawi się jakaś „woda”, którą trzeba będzie przejść, a wówczas na nic się zdadzą ludzkie kalkulacje. Jedyną siłą zdolną pokonać nawet największe trudności jest wiara i zaufanie Bogu. Dopóki Piotr patrzył w oczy Jezusowi i ufał, dopóty szedł po wodzie, ale gdy tylko odwrócił wzrok od Niego i zaczął analizować swoją sytuację, zaczął tonąć.

Pismo Święte uczy, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Być może z tego powodu żąda On od nas rzeczy trudnych i wymagających, bo wbrew naszym odczuciom nigdy nie zostawia nas samych. Zawsze wyciąga do nas swą pomocną dłoń i spieszy nam na ratunek.

ks. Krzysztof Burski - paulista

za (http://www.opoka.org.pl/biblioteka/H/HN/1/19zwykly-6.html)