• AccountKonto parafialne: 10 1050 1344 1000 0004 0042 7753

A A A
Służyć z pokorą

Kościół nie jest wspólnotą panów, ale sług. Tak jak Chrystus nie przyszedł, „aby mu służono, ale aby służyć”, tak powołaniem każdego w Kościele jest służba, czyli bycie z innymi, a nie tylko dla innych. Pan Jezus mówi dziś do swoich uczniów: „Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”»”. W jaki sposób ma zatem wyglądać nasz służba?

Podstawowym elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest postawienie Boga na pierwszym miejscu. Nie zawsze dzieje się to natychmiastowo. Wspaniałe świadectwo poszukiwania w wierze może stanowić życie bł. kard. Johna Henry’ego Newmana (1801-1890), anglikańskiego teologa i konwertyty. Jak powiedział o nim w 1975 roku papież bł. Paweł VI, Newman „był przeświadczony o tym, że przez całe życie z wiarą i pełnym oddaniem szedł za światłem prawdy, stając się coraz jaśniej świecącą latarnią morską dla wszystkich, którzy dzisiaj, pośród niepewności świata – świata, jaki on w sposób proroczy przewidział – pragną niezawodnej orientacji i pewnego przewodnictwa”. Liturgiczne wspomnienie bł. kard. Newmana Kościół obchodzi 9 października, czyli w rocznicę jego nawrócenia na katolicyzm w 1845 r.

Drugim elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest pokora, która stanowi fundament życia duchowego. Człowiek pokorny uznaje, że Bóg jest wszystkim i że wszelkie dobro pochodzi od Niego. Św. Teresa z Avila, hiszpańska mistyczka i doktor Kościoła, obrazuje rolę pokory alegorią wziętą z gry w szachy. Żeby wygrać partię w szachy, trzeba najpierw umieć ustawić figury i piony na szachownicy, a potem umiejętnie nimi manewrować. Teresa umie grać w szachy i dlatego wie, że spośród figur najważniejsza w grze jest królowa, inne figury i pionki pomagają jej tylko. Królowa (hetman) z gry w szachy jest właśnie obrazem pokory! Inne zalety i sprawności będą jej pomagać. Jest to niezwykła sprawność, ale tylko dla Boga i dla tych, którzy poznają prawdę o Nim. Dla pozostałych pokora to coś dziwnego, nienormalnego, wręcz odpychającego. Św. Teresa daje taki oto przepis na pokorę: poznaj dwie prawdy: o sobie – że jest w tobie także zło, i o Bogu – że On ciebie takim kocha.

Trzecim elementem służby w tworzeniu wspólnoty Kościoła jest dostrzeganie potrzebujących i służba im. W naszych polskich warunkach doskonale zrozumiała tę prawdę siostra Małgorzata Chmielewska. Jako przełożona wspólnoty Chleb Życia, prowadzi domy dla bezdomnych, chorych, samotnych matek oraz noclegownie, jest matką adoptowanych dzieci. Boga i szczęścia szuka przede wszystkim w codziennej pracy z biednymi, odrzuconymi, bezdomnymi, chorymi, cierpiącymi. Przywraca im godność i wiarę w siebie. Nigdy się też nie żali, bo wierzy w sens i powodzenie tego, co robi. Jak wyznała, „ja swoje życie traktuję jako służbę, dlatego staram się pomóc drugiemu człowiekowi po to, żeby on sam sobie pomógł, na tyle, na ile jest w stanie”.

Chrystus Sługa może rzeczywiście wejść w życie ludzi naszego pokolenia i może to życie przemienić, przekształcać. Trzeba Go postawić na pierwszym miejscu, uznać prawdę o sobie, a także dostrzec tych, w których jest obecny na co dzień.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420066.27-Niedziela-zwykla-C)

Życie pełne konsekwencji

Młoda matka spodziewa się trzeciego dziecka. Zarówno mąż jak i teściowa, u których mieszka, domagają się stanowczo, by je usunęła. Pewnej nocy ma sen. Widzi piękne dziecko biegnące do niej z wyciągniętymi rączkami i wołające: „Mamusiu, nie zabijaj mnie”. Budzi się, nie może już zasnąć do rana. Wie, ze to nie jest zwykły sen, to wezwanie sumienia. Upływa jednak kilka dni. Idzie do lekarza. Mimo tak wyraźnego upomnienia, ulega presji otoczenia. Taka bezradność boli i zastanawia. Do zaślepionego człowieka nic nie dociera.

Podobnie nic nie docierało w czasie ziemskiego życia do ewangelicznego bogacza, „który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie”. Natomiast przed pałacem bogacza „leżał żebrak pokryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza. A także psy przychodziły i lizały jego wrzody”. Ta opowieść Jezusa dotyka ważnego problemu: nasze życie doczesne jest konsekwencją naszych ziemskich wyborów. Doskonałe streszczenie tej prawdy zawiera stara łacińska maksyma, która uczy, że „każdy jest kowalem swojego losu”.

Warto zastanowić się, na czym polegał grzech bogacza? Nie wystarczy powiedzieć, że był złym człowiekiem, bo Jezus nic o tym nie mówi. Nie wspomina również o tym, że bogacz dręczył fizycznie Łazarza, że mu dokuczał, że z niego kpił, że go obrażał. Nic z tych rzeczy. Bogacz nie dostrzegał Łazarza, bo przed swoimi oczyma miał parawan bogactwa, który uczynił go ślepym, nieczułym i obojętnym na los potrzebującego. Dopiero w otchłani „podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie”. Dopiero tam „podniósł oczy”, „ujrzał”, ale tym razem „z daleka”. I było już na to zdecydowanie za późno.

Dopiero cierpienie przypomniało bogaczowi o pięciu braciach, którzy dalej ucztują i bawią się. Jednak słyszy odpowiedź: „niemożliwe”. Nawet gdyby posłać im ducha zmarłego, nic to nie pomoże. I w tym momencie: Abraham mówi: „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają”. Mają po prostu słowo Boże – w Nim jest wszystko zawarte. To w tej sytuacji jedyny i właściwy drogowskaz. Pośmiertny los bogacza i Łazarza nie jest jakąś zemstą czy karą Bożą, lecz naturalną konsekwencją stylu i kierunku życia. Kto inwestował tylko w doczesność i dobra materialne, musi się zadowolić tym, co one oferują, a więc tymczasowością i śmiertelnością. Kto natomiast nie mógł polegać jedynie na sobie i swym stanie posiadania, nauczył się polegać na Bogu i zainwestował w ten sposób w życie wieczne.

Wokół nas jest wielu potrzebujących. Nieraz może nas to przerażać. Ale częściej zobojętnia, zamyka nasze oczy i serce. Dlatego kiedy tłumaczymy się sami przed sobą, że nie jesteśmy w stanie zaradzić potrzebom wszystkich łazarzy, musimy nieustannie zwracać swój wzrok ku Chrystusowi. To On będąc bogatym, dla nas stał się ubogim, aby nas ubogacić swoim ubóstwem. Jezus przypomina nam, że musimy nieustannie otwierać swoje oczy na potrzeby i cierpienia braci oraz rozwijać w sobie dar roztropności. Wszystko po to, by mieć świadomość tego, po co żyjemy i stawać się darem dla innych.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420065.26-Niedziela-zwykla-C)

Miłosierdzie Ojca

Na jednym ze zdjęć, zrobionym w rzymskim więzieniu Rebibbia podczas spotkania z zamachowcem Ali Agcą, św. Jan Paweł II wyraźnie się uśmiecha. I jak o spotkaniu Papieża pisał André Frossard, ,,trzyma swego rozmówcę za ramię, jakby chciał go do siebie przyciągnąć”. Przyciągnąć i ocalić. To podobnie jak w przedstawionych w Ewangelii przypowieściach, które mówią o poszukiwaniu przez Boga Jego dzieci i radości z odnalezienia. Widać w nich prawdziwe i bezwarunkowe wyjście Boga do człowieka, Jego miłosierdzie. Widać je w spojrzeniu ojca, promieniuje nim całe Boże ojcostwo.

Św. Jan Paweł II podejmując próbę zdefiniowania miłosierdzia pisząc, że ono jest zdolne „do pochylenia się nad każdym synem marnotrawnym, nad każdą ludzką nędzą, nade wszystko nad nędzą moralną, nad grzechem. Kiedy zaś to czyni, ów, który doznaje miłosierdzia, nie czuje się poniżony, ale odnaleziony i dowartościowany. Ojciec ukazuje mu nade wszystko radość z tego, że odnalazł się, że ożył. Stąd miłosierdzie ,,objawia się jako dowartościowywanie, podnoszenie w górę, wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku”. I dalej: miłosierdzie ,,to szczególnie twórczy sprawdzian tej miłości, która »nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża«” (Dives in misericordia, 6).

W litanii do Serca Jezusa modlimy się „Serce Jezusa, cierpliwe i wielkiego miłosierdzia”, co obrazuje nam jak ważne w życiu Chrystusa jak i naszym było i powinno być miłosierdzie. Miłosierdzie nie pojmowane w sensie pojedynczych czynów, lecz w sensie globalnym, obejmującym całe nasze życie. Myślę, że każdy z nas powinien być choć trochę podobny do tego ojca z przypowieści Jezusowej: ,,Odpuść nam..., jako i my odpuszczamy...”. ,,Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny”. ,,Kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi”. „To nie oznacza, oczywiście, zamazywania i zapominania - raczej ocalanie i wyzwalanie. Rodzenie (drugiego: tego, który zawinił) do świętości” (Janusz Poniewierski). Bo jednym z przejawów miłosierdzia jest przebaczenie. W logice ewangelicznej przebaczenie wcale nie jest uzależnione od skruchy i przyznania się do winy. Bóg nie czeka na naszą inicjatywę, by okazać nam swoją przebaczającą miłość. Miłosierdzie Boga pozostaje zawsze bezwarunkowe i uprzedza nasze decyzje.

Skutkiem działania miłosierdzia i nieodzownie związanej z nim miłości jest nawrócenie. Kiedy zdecydujesz: „wstanę i wrócę do mojego ojca” i wrócisz do „zagubionej Miłości” – może po wielu latach wewnętrznych rozterek, życiowych bólów, ludzkich zranień i niezrozumienia spróbuj wyobrazić sobie, że miłosierny ojciec pochyla się nad Tobą i pełnym miłości głosem oznajmia: „ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. Miłosierne spojrzenie ojca tchnęło nowe życie, nadało nowy sens i opromieniło nowym światłem egzystencję powracającego syna. Podobnie jest i w naszym życiu – pełne miłości i zatroskania spojrzenie ojca, matki, przyjaciela, małego dziecka może całkowicie odmienić nasze życie. I sprawić, że „narodzimy się na nowo”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420063.24-Niedziela-zwykla-C)

Wolność od mamony

Jezus Chrystus wskazuje uczniom w Ewangelii: „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie!”. Wydaje się, że ta przestroga odnosi się najpierw do pierwotnego znaczenia tego słowa, które oznaczało zabezpieczenie, oparcie, pewność. Z czasem słowo „mamona” zaczęło bożka pieniędzy i bogactwa. Słowo Boże daje nam jednak także i inną przestrogę. Chodzi o to, że nad pieniądzem trzeba panować. W innym wypadku on zapanuje nad człowiekiem. I wtedy stanie się ów człowiek konsumentem rozrywek, przyjemności zmysłowych, hazardu, a nawet sławy czy kariery. A bożek będzie domagał się wciąż nowych ofiar, wynikających z coraz większego nienasycenia.

W zachowaniu ludzkim możemy dostrzec dziwną zależność: człowiek podejmuje logiczne, refleksyjne, a i uczciwe działanie dopiero wtedy, gdy zostaje postawiony w jednoznacznych sytuacjach z których wynika, że wcześniej zachowywał się nieuczciwie. Podobnie jak w przypowieści o nieuczciwym zarządcy, który ma świadomość, że jego zwolnienie jest nieuniknione. Dopiero wtedy tak naprawdę otwiera oczy i dostrzega dramat swojego położenia. W świetle pytania właściciela widzi nieuczciwość w swoim zachowaniu. Dotychczas korzystał bowiem ze swojego stanowiska, aby trwonić dla własnych celów majątek swojego pana. Teraz wie, że stracił zaufanie i posiadane stanowisko.

Jezus chwali jednak nieuczciwego zarządcę. Ale wcale nie za to, że przywłaszcza sobie bezprawnie dobra innych i pozyskuje sobie przyjaciół kosztem właściciela. Nie chwali jednak sama postawa zarządcy, ale tylko jego przezorność; pomysłowość, z jaką rozwiązał trudną sytuację i nie poddał się zwątpieniu. Zarządca wybiera sposób wyjścia z trudnej sytuacji. Dotąd prawie nie zauważał istnienia innych, myślał tylko o sobie i o swoich interesach. Teraz odkrywa wartość przyjaźni. Ocalenie siebie dokonuje się przez otwarcie na innych. I właśnie ta jego zapobiegliwość, otwartość na drugiego człowieka, zostaje pochwalona, a nie sposoby, których używa, aby zapewnić sobie przyszłość.

Ważnym środkiem do panowania nad sobą, nad pragnieniami woli i poruszeniami serca, jest asceza, której przejawem staje wewnętrzna samodyscyplina. Pomaga ona realizować życie duchowe, zdobywać świętość. Dyscyplina pomaga też zmniejszyć stawianie siebie w centrum, by skoncentrować się na Jezusie i życiu zgodnym z Jego duchem oraz na miłości bliźniego, która chroni przed samolubstwem.

Jako uczniowie Jezusa powinniśmy działać z taką samą przezornością, zręcznością i otwarciem na drugiego człowieka, jak tego dokonał ewangeliczny zarządca. Często zdarza się jednak, że kiedy w naszym życiu chodzi o wzniosłe sprawy naszego zbawienia, to wówczas my, „synowie światłości”, nie podejmujemy radykalnych i zdecydowanych decyzji. Stajemy się wówczas opieszali, leniwi i zrezygnowani. Nie ma w nas odpowiedniej energii i motywacji do odważnych zmian. Zaufajmy dziś na nowo Bożej opatrzności. Pamiętajmy, że w jeżeli w naszym życiu za cel wybieramy wieczność – musimy nauczyć się traktować doczesność wyłącznie w kategoriach przygotowania, próby, drogi czy środka, ale nigdy – celu.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420064.25-Niedziela-zwykla-C)

Naśladować Jezusa

Jezus Chrystus jasno formułuje w Ewangelii wymagania, które stawia wszystkim swoim uczniom, a nie tylko Dwunastu. To bardzo konkretny argument, byśmy dłużej nie odkładali na bliżej nieznaną przyszłość robienia porządku z tym, co jawnie stoi w naszym życiu w opozycji wobec wiary i Bożego wezwania. Spójrzmy więc pokrótce na przedstawione wymagania.

Pierwszym z nich jest gotowość do rezygnacji ze wszystkiego. „Nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Te twarde i radykalne słowa Jezusa odnoszą się do wszystkich, którzy przez chrzest zostali włączeni do grona chrystusowych uczniów. Bóg po to daje nam rodziców – ojca i matkę – byśmy ich kochali. Po to daje życie, byśmy się nim cieszyli. Pragnie jedynie, abyśmy ponad to wszystko cenili sobie kontakt z Nim. Św. Paweł powie: „Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa”. Tak było w życiu św. Franciszka z Asyżu, który dosłownie przyjął wezwanie do pójścia za Chrystusem. Zostawił bogactwa swojego domu rodzinnego, a towarzyszką swojego życia uczynił „Panią Biedę”.

Drugi warunek to twórcze wykorzystanie życia. Każdy człowiek do czegoś dąży, chce coś w życiu osiągnąć, czegoś ważnego dokonać. Najczęściej tym dziełem jest wychowanie dzieci, zabezpieczenie warunków życia, budowanie kochającej się rodziny. Czasem ten wysiłek twórczy dotyczy dobra ojczyzny, innego człowieka, Kościoła.

„Czy nie traci Matka odwagi, widząc ogrom ubóstwa i zdając sobie sprawę, jak niewiele w rzeczywistości może zrobić?” – zapytał kiedyś założycielkę misjonarek miłości św. Teresę z Kalkuty pewien amerykańskie senator. „Bóg nie powołał mnie, bym odnosiła sukcesy, lecz bym Mu była wierna” – odpowiedziała zakonnica. Podobne pytanie zadał jej kiedyś jakiś dziennikarz: „Czy nie uważa Matka, że to, co robicie to kropla w morzu potrzeb? Tak – odparła – ale gdyby nie było kropli, nie byłoby oceanów”.

Trzeci warunek charakteryzujący ucznia Jezusa, obok gotowości na rezygnację z wszystkiego dla Mistrza i twórczej pasji wykorzystania życia to wielka roztropność. Jest ona szczególnie potrzebna w walce ze złem. To jest najtrudniejszy punkt naszego życia. Zło rośnie obok nas, trzeba codziennie się z nim mocować, ale jeśli się człowiek do tego zabierze nieroztropnie, zginie.

Naśladowanie Jezusa nie jest wcale łatwe. Potrzeba tu powagi, rozumienia i zdolności do długofalowego planowania. Potrzeba chęci podjęcia wysiłku, zdecydowania, aby wytrwać do końca. Niejednokrotnie będziemy musieli dokonać generalnych porządków w naszej życiowej hierarchii wartości, zrezygnować z wszelkich półśrodków, kompromisów czy ustępstw na rzecz jedynie wygodnego i przyjemnego życia. Warto już dziś złożyć na ołtarzu ofiarnym to, co nam przeszkadza w głębszym oddaniu dla Chrystusa. Może jest to przeszkoda, która znajduje się na naszej drodze już od wielu lat. Jezus taki dar przyjmie, bo to może stać się momentem świadomego i wolnego opowiedzenia się za Nim. Jemu na tym zależy, abyśmy szli przez życie szczęśliwi i dobrze czyniąc.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420062.23-Niedziela-zwykla-C)