• Spowiedź wielkopostna
    Spowiedź wielkopostna

    Poniedziałek - środa (Wielki Tydzień):

    8.00 - 12.00 i 16.00 - 18.30

    Czwartek - piątek (Wielki Tydzień):

    8.00 - 12.00 i 16.00 - 18.00

    W Wielką Sobotę od 8.00 do 12.00.

  • Adoracja

    Wielki Czwartek
    Po Mszy św. adoracja Najświętszego Sakramentu w ciemnicy do godz. 24.00

    Wielki Piątek
    Adoracja w ciemnicy od 8.00 - 18.00
    Po liturgii Męki Pańskiej adoracja przy grobie do godz. 24.00

    Wielka Sobota
    Adoracja Najświętszego Sakramentu przy grobie od 8.00 - 21.00

    PLAN TRIDUUM PASCHALNEGO

  • Papieska intencja
    Papieska intencja

    KWIECIEŃ 2019:

    Intencja powszechna: za pracowników na obszarach wojennych.

    Za lekarzy i ich współpracowników humanitarnych na terenach objętych wojną, którzy ryzykują swoje własne życie dla ocalenia życia innych.

  • Porządek mszy

    Niedziela:
    5:15, 7:00, 8:30, 10:00, 10:00 (Brzeziny), 11:30, 17:00

    Dni powszednie:
    6:00, 8:00, 18:30

    Msze dodatkowe w tygodniu:
    W pierwszy piątek: godz. 17.00
    W trzecią środę:  godz. 15.00
    W trzeci piątek:  godz. 15.00

  • Odwiedziny chorych

    Odwiedziny chorych odbywają się w pierwszy piątek miesiąca od godz. 9.00.

    Chorych, którzy pierwszy raz chcą odwiedzin, należy zgłosić bezpośrednio u proboszcza, wikarych lub w biurze parafialnym.

  • Biuro parafialne
    Poniedziałek:  Nieczynne
    Wtorek: 16.00-17.30
    Środa: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Czwartek: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Piątek: 8.30-9.00
    Sobota: Nieczynne

    Furta klasztorna:

    Poniedziałek - Piątek:   8:00-12:00 i 14:00-17:00
    Sobota: 8:00-12:00

  • Caritas parafialny
    Caritas parafialny

    Osoby potrzebujące używaną odzież mogą zgłaszać się do parafialnego oddziału CARITAS czynnego:

    • w środy od godz. 9.00 – 10.00
    • w I czwartek miesiąca od godz. 16.00 – 17.00.
  • Ochrona danych osobowych w Kościele

    W związku z wejściem w życie 25 maja 2018r. nowych wytycznych dotyczących ochrony danych osobowych (RODO) odnoszących się także do Kościoła Katolickiego zapraszamy do zapoznania się z niektórymi aspektami praktycznymi.

A A A
By móc, trzeba chcieć. By słyszeć, trzeba słuchać

Zawsze nas ciekawi i będzie ciekawić to, co nas czeka. Niektórzy uciekają się do złych sposobów uzyskania tej wiedzy (wróżki, horoskopy itp.). My, chrześcijanie, mamy inną możliwość – wejrzenie w przyszłość, nie tę doczesną, ale tę wieczną, umożliwia nam wspaniały przewodnik, jakim jest Pismo Święte. Wnioski wysnuć możemy praktycznie po każdym, nie tylko niedzielnym, słuchaniu czytań. Zaś dzisiejsze czytania są wyjątkowo jasnym przekazem tego, co Pan nam obwieszcza o naszej przeszłości, przyszłości i teraźniejszości.

Tłumaczy nam, jak słuchać, jak słyszeć, jak postrzegać nie tylko słowo Pana, ale i Jego osobę. Jak wyciągać właściwe wnioski ze słów płynących z czytań i Ewangelii, wreszcie jak być posłusznym i otwartym na wołanie. Wołanie Tego, Kto wie, jak i kiedy nas powołać, i Kto wie, kim lub czym byliśmy, jesteśmy i będziemy. Za szybko? Zbyt wiele słów, które niewiele nam mówią? Może po kolei. Przykład Samuela wołanego przez Pana, Samuela, który „jeszcze nie znał Pana, a słowo Pańskie nie było mu jeszcze objawione...” (1 Sm 3,7), obrazuje nas, którzy słyszymy wołanie Pana, ale jeszcze nie jesteśmy gotowi na nie odpowiedzieć. Musimy dopiero zrozumieć i wsłuchać się w wołanie, aby potem być gotowymi na przyjęcie Słowa Pańskiego, na to, by Pan był z nami i „Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię.” (1 Sm 3,19).

Musimy być gotowi na przyjęcie Słowa, ale również na spełnienie tego, czego od nas Pan oczekuje. A czego, zapytacie? Oczekuje od nas wiedzy o tym, kim jesteśmy, mówi nam, „czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6, 19-20). Mówi nam, iż nasze ciało to świątynia Pana, to dom, w którym mieszka Bóg, uświadamia nam również to, że Jego śmierć na krzyżu spowodowała, że jesteśmy Jego własnością, Jego domem, Jego Kościołem. Jeżeli to zrozumiemy, łatwiej będzie nam kroczyć przez życie doczesne, zmierzając ku wieczności.

Aby wiedzieć, jak postępować, mamy brać za wzór tych, którzy jako pierwsi zostali powołani do służby Pana, którzy bez ociągania porzucili doczesność, zgadzając się na wszystko, łącznie ze zmianą imienia, którzy pozostali wiernymi do ostatniej chwili życia. Najlepszym tego przykładem jest święty Piotr, który usłyszał od Pana: „«Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.” (J 1, 42). Zrozumiał i przyjął na swoje barki to, co mu Jezus przeznaczył, czyli prowadzenie całej owczarni, jaką jesteśmy my wszyscy. Wiem, że nie jest łatwo rzucić wszystko dla Niego i podążać Jego drogami. Ale i my w dzisiejszych – jakże ciekawych – czasach mamy możliwości podążania za Panem mimo naszych obowiązków, mimo różnych spraw doczesnych, które nas krępują niewidzialnymi nićmi. Na tych, którzy pozwolą sobie na usłyszenie wołania, na bycie świątynią Pana, wreszcie na podążanie Jego drogą, czeka niespodzianka nie tylko w wieczności, ale i tutaj, na ziemi:  to Błogosławieństwo, mądrość i miłość, które pomagają nam w każdej chwili naszego bytowania.

Panie daj mi umiejętność usłyszenia Twojego wołania, bym podążał Twoją drogą, drogą miłości i sprawiedliwości, którą Ty Jesteś.



Piotr Blachowski (http://liturgia.wiara.pl/doc/419978.2-Niedziela-zwykla-B/2)


 

Razem z Jezusem ochrzczeni

W Janie, synu Zachariasza, dojrzewało posłannictwo. Musiał iść i mówić. W końcu nadszedł oczekiwany dzień. Wśród proszących o obmycie wodą oczyszczenia był ON. Nie wyróżniał się niczym zewnętrznym - ni odzieniem, ni wyglądem, nawet nie słowami, bo milczał. Nieznajomy, a przecież znany od zawsze. Wielu ludzi obmytych wtedy wodą Jordanu poszło przed siebie, jakby nie wydarzyło się nic wielkiego. Kiedy po wielu miesiącach dotarła do nich wieść o pełnym mocy Rabbim z Nazaretu, dziwili się. Jezus nad Jordanem, rozpoznany jedynie przez Jana, stał się później wyzwaniem dla rodaków. Nie mogli sobie poradzić z wyzwaniem, które ich przerosło. Ukrzyżowali zatem Tego, którego tajemnicy nie potrafili pojąć. A On stał się wtedy jeszcze większym wyzwaniem. Nie tylko dla nich. Już dwa tysiące lat osoba Jezusa i Jego nauka są wyzwaniem.

Jakoś niewielu jest wobec Niego obojętnych. Co najwyżej silą się na obojętność. Będąc wśród ludzi, wiem, że sama moja obecność niejednego prowokuje. Moja? Nie. Obecność księdza, zakonnicy, papieża w telewizji przywołują niematerialną obecność Jezusa. I to On prowokuje. Gdyby chodziło tylko o historyczne ustalenia, gdyby chodziło o humanitaryzm Ewangelii, gdyby chodziło o założyciela wielkiej religii... Dobrze wiemy, że chodzi o coś więcej. Jezus - człowiek jest równocześnie Synem Bożym - twierdzą chrześcijanie. Jeśli Syn Boży stał się człowiekiem, to wielka godność człowieka jest niepojęta. Każdego człowieka. To zobowiązuje. Z jednej strony do wielkiego szacunku wobec każdej ludzkiej osoby. Z drugiej zaś strony taka wielkość człowieczeństwa domaga się poszanowania zasad moralnych, które bywają niewygodne. Prorok Izajasz woła w imieniu Boga: Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana! Ci, którzy nie chcą o tym słyszeć, nie potrafią przejść obojętnie obok Jezusa.

Znowu wróciliśmy myślą i sercem nad Jordan. Aby jeszcze raz usłyszeć napomnienia Jana, aby zamyślić się nad proszącym o chrzest Jezusem. Uwierzyliśmy - Jezusowi i w Jezusa. Zarówno sama wiara, jak i pójście za Jezusem drogą Ewangelii wymagają ciągłych powrotów, nieustannego ponawiania decyzji.

Chrześcijanin każdego dnia musi wracać do źródła i początku - do sakramentalnej łaski chrztu, którą został obdarowany. Temu darowi i temu zobowiązaniu trzeba dochować wierności. Wiarę trzeba ożywiać. Wierność zasadom Ewangelii - umacniać. Tylko wtedy i tylko z Jezusem można zwyciężyć zło otaczające nas zewsząd. Zwycięstwem, które zwyciężyło świat, jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? - pisze Apostoł Jan.

Kończy się czas Bożego Narodzenia. Kończy się czas zamyślenia nad tajemnicą Wcielenia Bożego Syna. Czas życia toczy się jednak dalej. Prorok Izajasz woła: Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! A jest blisko, bardzo blisko, skoro nie tylko narodził się jako człowiek, ale stanął pośród gromady grzeszników nad Jordanem, aby być jednym z nich. Nie przez grzech - bo zła nie popełnił. Ale przez zwycięstwo nad grzechem. Nadzieja tego zwycięstwa jest siłą i radością chrześcijan. Sam Jezus jest naszą radością i siłą.



ks. Tomasz Horak (http://liturgia.wiara.pl/doc/419977.Niedziela-Chrztu-Panskiego-B/4)


 

Podzielić się własnym sercem

Zbliża się dzień, w którym podejdziemy do swoich bliskich i znajomych z ręką wypełnioną chlebem, by złożyć im życzenia. Dzieląc się opłatkiem, dzielimy się własnym sercem. Takie bowiem znaczenie posiada obrzęd dzielenia się wigilijnym chlebem. Warto przy tej okazji zastanowić się głębiej nad tajemnicą naszego serca. Chodzi o trzy prawdy.

Pierwsza dotyczy jego podziału. Serce ludzkie posiada zdumiewającą właściwość: rośnie i doskonali się wówczas, gdy dobrowolnie się rozdaje. Im więcej się dzieli, tym bardziej wzrasta. Taka jest jego natura.

W wigilijną noc wspominamy ten niepojęty gest Boga, który podzielił się z nami swoim własnym sercem, oddając w nasze ręce swego jedynego Syna. Ten zaś z kolei podzielił się z nami swoim sercem, zamieniając je w chleb i zapraszając do jedzenia: „Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy...” Wspomnienie owej niepojętej miłości Boga wzywa nas do wyjścia w stronę drugiego człowieka z chlebem w ręku. Syn Boży od dwudziestu wieków codziennie dzieli się swoim sercem z milionami ludzi na całej ziemi i nic z Jego serca nie ubywa, wciąż jest ono pełne doskonałości. Szczęśliwy, kto przezwyciężył lęk i zdecydował się na obdarowywanie własnym sercem innych. W tym dziele już mu nikt nie przeszkodzi, odkrył bowiem najprostszą drogę do ustawicznego doskonalenia siebie samego, do prawdziwego szczęścia.

Druga prawda: Każde ludzkie serce jest dobre. Każde bowiem jest dziełem samego Boga, a z Jego rąk nie może wyjść nic niedoskonałego. W wigilijny wieczór trzeba tę prawdę dostrzec. Dobre jest serce narkomana. Dobre serce posiada ojciec robiący awanturę w domu i dobre serce posiada złodziej. Dobre serce otrzymał od Boga zdrajca i dobre serce otrzymał zabójca. Każdy z nich w wigilijny wieczór winien sobie uświadomić, że otrzymał od Stwórcy serce dobre, stworzone na wzór dobrego Serca Boga.

Złe czyny, jakich się dopuszczają, wynikają jedynie stąd, że swoim sercem nie chcą się dzielić z nikim. To nie serce jest złe, to egoizm uczynił z niego niejadalną i niepodzielną bryłę lodu. Wystarczy jednak, by właściciel lodowatego serca zaczął się nim dzielić z innymi, a natychmiast okaże się, że jest ono prawdziwie dobre. Jeśli pijak zechce ubogacić swym sercem innych, to nigdy nie poda im swego serca zanurzonego w alkoholu; wie bowiem, że jest ono wówczas samym nieszczęściem. Jeśli awanturujący się ojciec podejdzie do dzieci i żony z sercem w ręku, jak podchodzi się z białym opłatkiem, to jego najbliżsi zobaczą w nim kochającego tatę. Jeśli złodziej zacznie swe serce rozdawać, z łatwością odkryje, że w dawaniu jest tysiąc razy więcej szczęścia, niż w przywłaszczaniu cudzej własności. Gdy zabójca zdecyduje się na to, by własnym życiem ubogacać innych, to na pewno nie będzie ich niszczył.

Serce nasze, jako dzieło Boga, jest dobre. Cóż prostszego, jak ubogacać nim innych. To jest w zasięgu możliwości każdego człowieka. Każdego stać na to, aby był dobry.

Trzecia prawda: Serce trzeba dzielić mądrze. Tu tkwi trudność. Na szczęście Ewangelia podaje idealne rozwiązanie. Radzi oddać serce w ręce samego Boga. Niech On je dzieli tak jak chce, kiedy chce i komu chce. Tak uczyniła Maryja. Bóg podzielił się z Nią swoim sercem, a Ona natychmiast oddała swoje serce w Jego ręce. „Oto ja służebnica Pańska”. Odtąd Bóg obdarowuje Jej sercem pokolenia, uszczęśliwiając miliony ludzi. Przy takim rozwiązaniu, naszego serca nikomu nie zabraknie. Pan Bóg będzie nim ubogacał wielu, a ono nie tylko nie będzie maleć, lecz będzie wzrastać.

Niech tajemnica serca, odkryta w wigilijny wieczór, stanie się dla wszystkich ludzi dobrej woli kluczem otwierającym drogę do szczęścia w nowym roku.




Ks. Edward Staniek (http://www.mateusz.pl/czytania/2017/20171224.html#oremus)


 

RODZINA Z NAZARETU WZOREM DLA NASZYCH RODZIN

W tym czasie świętowania Bożego Narodzenia Kościół stawia nam przed oczy to wyjątkowe dobro, jakim jest zdrowa, rządząca się prawami Boskimi rodzina. Możemy sobie wyobrazić, że Bóg mógłby był na wiele innych sposobów odkupić człowieka. Wybrał On jednak drogę najbardziej "ludzką" - stając się dziecięciem przyszedł do nas przez Maryję i przez rodzinę. Ognisko domowe zostało jako pierwsze uświęcone obecnością Jezusa. Powołaniem większości ludzi jest życie rodzinne. Szczęście i pomyślność ludzi zależy od tego, jakie będą ich rodziny. Zbawienie ludzi zależy między innymi od tego, czy wiernie wypełniają swoje życiowe powołanie. Wielki jest trud wychowywania, przekazywania wartości ludzkich i ewangelicznych. Jednak musimy ten trud podjąć, jeśli chcemy spełnić nasze życiowe powołanie. Świadomi tej odpowiedzialności, rodzice powinni często brać pod uwagę te oto słowa Papieża Pawła VI:

"Matki, czy uczycie wasze dzieci modlitwy chrześcijańskiej? Czy przygotowujecie je w łączności z kapłanami do sakramentów wieku dziecięcego: spowiedzi i komunii świętej, bierzmowania? Czy przyzwyczajacie je myśleć w chorobie o Chrystusie cierpiącym? Wzywać pomocy Matki Bożej i Świętych? Czy odmawiacie Różaniec w rodzinie? A wy, ojcowie, czy umiecie modlić się z waszymi dziećmi, z całą wspólnotą domową, przynajmniej od czasu do czasu? Wasz przykład (...) jest lekcją życia, stanowi szczególny akt kultu; wnosicie w ten sposób pokój w progi domu: Pokój temu domowi! Pamiętajcie: w ten sposób budujecie Kościół".

Jeśli rodziny nasze będą się starały naśladować Świętą Rodzinę z Nazaretu, to Bóg obdarzać je będzie coraz większym błogosławieństwem. Mimo knowań szatana i ludzi mu zaprzedanych, wzrastać będzie nadzieja na lepsze jutro dla świata. Choć wydaje się, że obecnie tryumfuje zło, to jednak możemy odwrócić tę złą passę. Jeżeli Bóg ujrzy, że się modlimy i chcemy przeciwstawiać się złu i bezbożności, kolejny raz zniweczy knowania diabła. To już nieraz zdarzało sie w historii: Kiedy Matka Boża objawiła się w Fatimie, masoni w Portugalii przegrali, ich wpływ na społeczeństwo uległ poważnemu osłabieniu. To samo może się powtórzyć i dzisiaj. Wcale nie jesteśmy skazani na przegraną. Choć szatan mocno atakuje i w sukurs idą mu ludzie złej woli, to jednak Bóg jest panem historii, a Maryja w końcu zetrze głowę węża.

Ciekawą jest rzeczą, że wizjonerzy w Fatimie widzieli objawiającą się im Świętą Rodzinę. Ukazuje to, jak ważna jest zdrowa i mocna Bogiem rodzina, że jest ona znakiem i zapowiedzią nadchodzących Bożych błogosławieństw. Nie porzucajmy zatem nadziei, że odrodzenie rodziny, wiary i dobrych obyczajów jest możliwe. Chrystus jest przecież z nami i pośród nas; Maryja także czuwa i broni nas od wpływów węża. Tylko trzeba się starać żyć według naszej świętej wiary, modlić się, czuwać, nie tracić nadziei na lepsze jutro.

Dzieciątko Jezus nie zawiedzie nas; ani Maryja Matka Jezusa; ani święty Józef Jej przeczysty Oblubieniec. Amen.



o. Czesław Front


 

PRZYJŚCIE ZBAWICIELA JEST DLA NAS KONIECZNOŚCIĄ

Czujemy dobrze, że jako ludzie grzeszni i wskutek tego ze wszech miar upośledzeni, potrzebujemy Zbawiciela. A od czego ma nas ten Zbawiciel wybawić? Przede wszystkim od grzechu i zła, jakie on wywołuje. Patrząc na historię świata i naszą osobistą, widzimy, że jest ona wypełniona wszelakim złem: wojnami, konfliktami, przejawami niesprawiedliwości; w nas samych widzimy wielką skłonność do zła, liczne winy, które obciążają nasze sumienia. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie upierał się przy fałszywej opinii bezbożników podbechtanych przez złego ducha, wg której człowiek nie potrzebuje ani Boga, ani Zbawiciela, bo jakoby z człowiekiem wszystko jest w porządku i sam sobie świetnie da radę.

Objawienie Boże ostrzega nas wyraźnie, że jesteśmy skalani grzechem pierworodnym; że jest diabeł, który kusi ludzi do złego; że człowiek bez łaski Bożej sam sobie nie poradzi; że bez Boga ani do proga. To dlatego, żeśmy poszli złą drogą grzechu, musimy też cierpieć: chorować, doświadczać lichości ciała i słabości umysłu; w końcu umierać i rozkładać się w grobie. Ale najgorsze jest to, że po źle przeżytym życiu możemy w konsekwencji trafić na wieczność całą do piekła...

Wielkie więc są niebezpieczeństwa czyhające na człowieka, który wybiera życie bezbożne. Wielka jest też wina państwa, ludzi kultury, filmowców, dziennikarzy itp., którzy swoją produkcją zaciemniają prawdę o tym, że człowiek jest grzesznikiem KONIECZNIE potrzebującym Boga-Zbawiciela.

My wierzący, oświeceni wiarą świętą, szczególnie w czasie adwentu odświeżamy w sobie radosną wiedzę o tym, że w Bożym Dzieciątku to sam Bóg wszechmocny do nas przychodzi; aby nas zbawić; aby odwrócić wiszące nad nami zło, a zwłaszcza groźbę wiecznego potępienia. Chrystus najpierw leczy nasze dusze, przebaczając nam grzechy; następnie uzdrawia także chorych, zapowiadając nadejście Królestwa Bożego. Tylko Chrystus ma prawdziwie dobrą nowinę dla świata; tylko On może naprawdę opatrzyć "rany serc złamanych"; tylko On przynosi "wyzwolenie jeńcom, a więźniom swobodę".

Oby świat to zrozumiał. Ileż dobra mogłyby zdziałać środki kultury i masowego przekazu, gdyby umiejętnie przekazywano ludziom świętą Ewangelię. Trzeba mówić w szkole dzieciom o Bogu; młodzieży wpajać Bojaźń Bożą, miłość do cnoty, a wstręt do grzechu. Zastanówmy się w tym adwentowym czasie, co możemy zrobić dla siebie nawzajem, aby wzrosła nasza wiara. Nie chcemy przecież, aby nasze święte symbole: krzyż w szkole, przydrożna kapliczka, żłóbek, jasełka - zastąpione zostały przez złotego cielca i inne znaki antychrysta. Trzeba trwać przy wierze, bo "kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mk 13,13). Amen.


o. Czesław Front