• AccountKonto parafialne: 10 1050 1344 1000 0004 0042 7753

A A A
Świadectwo wiary

W jednym z wywiadów prasowych brytyjski podróżnik, alpinista i przewodnik sztuki przetrwania 43–letni Bear Grylls dał takie świadectwo swojej wiary: „W przeszłości obawiałem się o tym mówić, bo bałem się, że mnie wyśmieją albo że zostanie to odebrane jako przejaw słabości. Ale teraz już nie lękam się powiedzieć, że potrzebuję swej wiary. Ona jest prawdziwym kręgosłupem mego życia. Jeśli więc ktoś mnie o to zapyta, jestem naprawdę bardzo szczęśliwy, że mogę o tym opowiedzieć”. Przyznał, że od dzieciństwa miał w sobie naturalną wiarę. „Wierzyłem po prostu, że Bóg istnieje i że jest dobry”. Poważny przełom w swym chrześcijańskim życiu przeżył w wieku 16 lat, po śmierci dziadka. „Pamiętam, że modliłem się do Boga, aby był ze mną. Tam się rozpoczęła moja wiara”. Zaznaczył, że od tej pory wiara była najmocniejszym zakotwiczeniem w jego życiu i najlepszym przewodnikiem w ciemnych chwilach. Dziś wiara jest stałym elementem jego codziennego życia. Każdy dzień stara się rozpoczynać na kolanach, aby przypomnieć sobie, co jest ważne. Zawsze ma też przy sobie małą książeczkę, z której czyta codziennie o wierze i życiu.

Celebrowane dziś Święto Chrztu Pańskiego jest zachętą do wspinania się z pomocą Ducha Świętego na najwyższe szczyty wiary, aż osiągniemy świętość. Podczas chrztu w wodach Jordanu dokonało się przejście od chrztu Jana Chrzciciela, opartego o symbol wody, do chrztu Jezusa w Duchu Świętym i ogniu. Ten sam Duch, który zstąpił na Jezusa nad Jordanem, jest głównym architektem naszego chrztu, czyli pierwszego doświadczenia Bożego miłosierdzia w naszym życiu. To dzięki Jego łasce otrzymaliśmy „nowe życie w Chrystusie”, wolne od grzechu i śmierci. I staliśmy się umiłowanymi dziećmi Boga, w których Ojciec niebieski ma upodobanie [warto przypomnieć sobie datę swojego chrztu i pamiętać o niej każdego roku]. To Duch Święty zniszczył w nas grzech pierworodny. On wyzwolił nas spod władzy ciemności grzechu i przeniósł do królestwa światła, czyli królestwa miłości, prawdy i pokoju. I to moc Ducha umożliwia nam naśladowanie Jezusa, a więc upodabnianie się do Niego w życiu codziennym przez miłość i solidarność z bliźnimi.

Wiara katolicka stała się udziałem naszej Ojczyzny w 966 roku. Dzisiejsze Święto jest również okazją do wdzięczności Bogu za natchnioną decyzję naszego pierwszego władcy – księcia Mieszka I, która zaowocowała na Wielkanoc 966 roku przyjęciem chrztu przez tworzący się naród i państwo. Każdy z nas należy do tej wspólnoty. I od naszego osobistego zaangażowania w wiarę zależy najpierw nasze zbawienie, dalej przyszłość wiary w naszych rodzinach, społecznościach i w całej Polsce.

Dzień chrztu to także najważniejsze wydarzenie w życiu ucznia Chrystusa. Wyraźmy więc Bogu dziś szczególną wdzięczność za ten dar. I prośmy Jezusa, by dał nam moc Ducha Świętego do życia zgodnego z tajemnicą chrztu, czyniąc nasze świadectwo wiary wobec świata jeszcze mocniejszym i skuteczniejszym. Będzie to możliwe, jeśli wsłuchamy się w radę, a jednocześnie wielokrotną zachętę  papieża Franciszka: „codziennie czytajcie kawałek Ewangelii, fragment, aby lepiej poznać Jezusa i w ten sposób sprawić, że poznają Go inni. Zawsze noście mały egzemplarz Ewangelii przy sobie”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420079.Niedziela-Chrztu-Panskiego-A)

Odwieczne Słowo

Liturgia dzisiejszej niedzieli pozwala nam wysłuchać jeszcze raz uroczystej Ewangelii z dnia Narodzenia Pańskiego. Słyszymy dobrze znany fragment Prologu z Ewangelii według św. Jana, w którym przez Słowo Wcielone Bóg odkrywa prawdę o sobie. Św. Augustyn wypowiadając się o janowym Prologu mawiał, że: „powinien on być wpisany złotymi literami i umieszczony w kościołach na poczesnym miejscu”, takie jest bowiem jego bogactwo i znaczenie dla wiary chrześcijańskiej.

Kolejny raz wybrzmiewają więc naszych uszach i sercu słowa: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Uświadamiamy sobie, że Bóg chciał być blisko człowieka, blisko każdego z nas, i dlatego przyszedł na ziemię. Jego przyjście wiąże się z konkretnymi darami, jak pokój, dobra nowina i życie dla wszystkich – nie tylko dla bogatych, ale i biednych, nie tylko dla mądrych i błyskotliwych, ale ludzi prostych. Pragnie obdarować wszystkich, bo jesteśmy braćmi tego samego Boga Ojca. Jezus przyjął ludzką naturę, z wyjątkiem grzechu. „Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce”. Radość z faktu, że „Dziecię nam się narodziło” jest związana z pewnością, że Bóg przyszedł na ziemię z miłości do nas. Chciał podzielić się tym, co ma największego. Od tego momentu zaczęła się nowa era życia na ziemi. Nawet w kalendarzu, niezależnie od wyznawanych przekonań, ludzie od tej szczególnej daty liczą aktualnie czas.

Odwieczne Słowo Miłości jest dla nas prawdziwym źródłem nadziei. Uświadamia nam, że na historię każdego indywidualnego człowieka, jak i całej ludzkości trzeba spojrzeć w kluczu „pełni czasu”. Okazuje się bowiem, że przyjście na świat Słowa Wcielonego jest zasadnicze tak dla poznania Boga, jak i dla człowieka zrozumienia samego siebie. Chrystus jest bowiem ostateczną odpowiedzią na najgłębsze pytania moralne i religijne człowieka – jak nauczał św. Jan Paweł II. Gdy bowiem u początku wszystkich innych religii stoi ludzkie poszukiwanie Boga, to w chrześcijaństwie początkiem jest Wcielenie Słowa, a więc inicjatywa Boga, który sam przychodzi, by mówić o sobie człowiekowi i wskazywać mu drogę dojścia do siebie oraz człowieka ku sobie prowadzić (por. TMA 6).

Św. Paweł dziś przypomina, że każdy z nas ma swoje miejsce w odwiecznym planie Boga. Nasze ziemskie życie, niezależnie od ilości lat spędzonych wśród najbliższych, będzie miało znaczenie na całą wieczność. Dlatego każda chwila jest ważna. Uświadamia nam to Jezus, dzięki któremu staliśmy się dziećmi Bożymi. „Jeśli Syn Boży w swą ziemską podróż mógł zabrać jedynie Miłość Ojca, znaczy to, że i my w podróż powrotną nie wyniesiemy stąd nic oprócz naszych słów, czynów miłości. Więcej są w stanie dokonać ci, którzy ufają nie tylko swoim siłom, ale mocy Miłości Bożej” (ks. Marcin Kowalski).

Ten sam Chrystus, który narodził się jako człowiek w Betlejem, to ten sam Bóg, który jest racją i zasadą istnienia świata, który wydobył go z chaosu i niebytu. Ten sam Chrystus, który narodził się jako człowiek w Betlejem, narodzi się także dziś w każdym z nas w czasie tej Mszy Świętej. Kiedy przyjmiemy Go w Komunii Świętej, to w naszych sercach naprawdę wypełni się cud Bożego Narodzenia.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420078.2-Niedziela-po-Narodzeniu-Panskim)

Moc milczenia

1. Kardynał Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów i autor książki pt. Moc milczenia (2017) nie ukrywa swej fascynacji Bogiem przemawiającym do człowieka w ciszy. W celu poznania Go, duchowny regularnie, co dwa miesiące udaje się na trzy dni skupienia w absolutnej ciszy, w trakcie których nic nie je i nie pije. Liczy się wówczas jedynie obecność Boga i Eucharystia. Jak sam wyznaje, ciszy nauczył się przy łóżku chorego przyjaciela, którego śmiertelna choroba pozbawiła możliwości mówienia i słyszenia. Od tego czasu docenia wartość ciszy i promuje ją w całym Kościele. Wbrew kulturze hałasu, który tworzą ludzie, media, telefony. Kardynał Sarah uważa, iż spotkania z Bogiem w ciszy nie można zdefiniować, a jedynie doświadczyć: „potrzebujemy doświadczenia ciszy, oderwania od tego, co nas zajmuje, od naszych problemów i różnych sytuacji w życiu. Uczymy się tej ciszy, będąc z Bogiem. Dlatego stale trzeba walczyć o ciszę z sobą samym. Ta cisza potrzebna jest, by prawdziwie stać się człowiekiem”. Według duchownego „trudno jest znaleźć kogoś, kto jest prawdziwie pobożny, a jednocześnie jest gadułą”.

2. Właśnie teraz, kiedy jesteśmy u szczytu naszych przygotowań do świąt – w czwartą niedzielę Adwentu – Kościół ukazuje nam św. Józefa. Znany to, a jednocześnie tajemniczy święty. Biblia nie podaje ani jednego wypowiedzianego przez niego słowa. Trochę informacji znajdujemy o nim w ewangelicznych historiach dzieciństwa Jezusa. Podają one m.in., że św. Józefowi kilkakrotnie ukazał się anioł. Za pierwszym razem objawił mu we śnie fakt cudownego poczęcia Dziecięcia przez Maryję za sprawą Ducha Świętego, a za drugim kazał mu uciekać z rodziną do Egiptu przed prześladowaniem Heroda. Dzisiejsza Ewangelia dotyczy tego pierwszego objawienia.

Nie wiemy dokładnie, ile lat miał św. Józef, gdy Jezus narodził się w Betlejem. Biorąc pod uwagę ówczesne zwyczaje, mógł mieć co najwyżej dwadzieścia kilka lat. Przeczytany fragment Ewangelii określa go jako człowieka prawego. W perspektywie biblijnej człowiek prawy to ten, który realizuje wolę Bożą, zwłaszcza jeśli wymaga to szczególnej pokory, prostoty i zaufania. Św. Józef nie rozumiał pewnych rzeczy. Wiedział, że nie jest ojcem Dziecka, które się poczęło, a za takiego będzie uchodził w społeczności. Jako człowiek prawy był jednak przekonany, że w życiu duchowym nie można wszystkiego zrozumieć, bo Bóg przewyższa zdecydowanie możliwości naszego rozumu.

3. Św. Józef nie prosił Boga o szczególne znaki dla siebie. Wydaje się, że z natury swojej był refleksyjny. Poświęcał ponadto wiele czasu na modlitwę, przez którą pogłębiał kontakt z Bogiem; dlatego nawet mało znaczące, wydawałoby się, przeżycia stawały się dla niego wyraźnymi znakami. Ponadto był przekonany, że niekiedy brak znaku o jaki prosimy, może być bardzo wyraźnym znakiem Bożej obecności. A cóż powiedzieć, jeśli ukazuje mu się we śnie wysłannik Boga i bardzo wyraźnie mówi do niego: „Nie bój się”.

Pomocą w przezwyciężaniu lęków jest żywa obecność Jezusa, którego [Bóg] posłał” (J 6,29). Jest On obecny w Eucharystii, która stanowi zaproszenie do codziennego wzrastania w świętości. A jednym ze sposobów, w jaki odpowiadamy na obecność Boga, jest również milczenie, zwłaszcza to liturgiczne. Stanowi ono postawę pełną czci i jest wyznaniem wiary w Bożą wielkość i wszechmoc. Dlatego „święta cisza” należy do uprzywilejowanych form języka liturgicznego i świadczy o aktywności i dynamizmie modlitwy w czasie liturgii. Nie tylko słowa, nie tylko śpiew i gra na instrumentach, ale także milczenie jest koniecznym elementem liturgicznej akcji, jest integralną częścią każdej liturgii. „Godne pochwały jest zachowanie milczenia w kościele, w zakrystii i w przylegających do niej pomieszczeniach już przed rozpoczęciem celebracji, aby wszyscy pobożnie i godnie przygotowali się do sprawowania świętych czynności” (OWMR 45). Z pewnością potrzebna jest chwila milczenia, wyciszenia się przed każda nasza modlitwą, chociażby przed porannym i wieczornym pacierzem.

Św. Józef, człowiek głębokiej modlitwy i nauczyciel milczenia z Jezusem, zaufał Bogu i uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański. Zapatrzeni w jego postać, oczekujemy Bożego Narodzenia. Świąt, w czasie których imię Jezus wybrzmi z ubogiej stajenki, by na nowo obudzić w świecie pokój i dobro, by napełnić ludzkie serca radością i nadzieją. Dlatego wspólnie z psalmistą tęsknie wołamy dziś z wiarą: „Przybądź, o Panie, Tyś jest Królem chwały”. Warto powtarzać te słowa w swoim sercu.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420077.4-Niedziela-Adwentu-A)

Zaprosić Boga do rodziny

W dzisiejszą niedzielę nasze myśli biegną do Nazaretu, gdzie Jezus, Maryja i Józef dzielili los wielu współczesnych sobie rodzin. Tym, co stanowi dla nas przykład, jest miłość, która była w tej rodzinie na pierwszym miejscu. Kiedy patrzymy na Świętą Rodzinę, to przed oczyma stają nam rodziny, w których żyjemy. Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia uświadamiamy sobie jeszcze bardziej ich ważną rolę w naszym życiu.

Małżeństwo, które jest sakramentalnym „przymierzem, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia” (KKK 1601), stanowi fundament rodziny. Życie małżeńskie trzeba programować z Bogiem, a nie na własną rękę. Trzeba zapraszać Go do rodzinnego stołu, rodzinnych rozmów, decyzji, rodzinnej troski o każdego w domu. Z Nim trzeba pochylać się nad chorym, planować swój czas, niedzielę czy wypoczynek. Z Nim oglądać film, korzystać z Internetu, z Nim przyjmować gości. Z Nim przeżywać poczęcie i narodziny kolejnych dzieci i z Nim zamykać oczy tym, którzy udają się do domu Ojca. Jeżeli o tym się zapomina, jeśli nie dopuszcza się Boga do codziennego życia w rodzinie, to rodzina zawsze stanie się „duchową pustynią”.

Papież Benedykt naucza, że „kto się modli, nie traci czasu, nawet jeśli wszystko wskazuje na potrzebę pilnej interwencji i skłania nas jedynie do działania” (DCE 36). Pochłonięcie aktywizmem może prowadzić do tego, że modlitwa utraci swój charakter chrześcijański i swoją prawdziwą skuteczność. Jeśli jednak dostrzeżemy jej wartość, może stać się fundamentem w budowaniu małżeństwa i rodziny.

Tak o modlitwie i porozumieniu w swojej rodzinie mówi Marta: Czymś wspaniałym jest powierzanie prowadzenia codziennej modlitwy dorastającym dzieciom, które coraz mniej zdają sobie sprawę z wagi tej modlitwy i nie pamiętają, że właśnie rozmowa z Bogiem, nie kolorowe czasopisma czy modne ciuchy to prawdziwa droga do szczęścia. W mojej rodzinie codziennie odmawiamy różaniec. Nieważne, że któreś z dzieci ma dużo lekcji, a rodzice zapracowani nie mają siły na odmówienie różańca. Zostawiamy wszystkie obowiązki codziennego życia i klękamy przed obrazem Jezusa lub Maryi, powierzając się w modlitwie różańcowej i odmawiając pacierz.

Rodzice po długotrwałej praktyce kiedyś dali mi wybór chcąc sprawdzić czy naprawdę umiłowałam tę „łódź ratunkową”, pozwolili mi dokonać wyboru: „Jeśli chcesz możesz modlić się dzisiaj z nami, jeżeli nie to nie musisz. Nikt nie będzie na Ciebie krzyczał, ani Cię zmuszał. Dziś dajemy Ci wolny wybór”. Teraz wydaje mi się to oczywiste. ale wtedy mój wybór wydawał się rodzicom raczej niemożliwy. Kiedy już miałam powiedzieć, ze nie mam ochoty się dziś modlić coś zamknęło mi usta, a w głębi duszy usłyszałam słowa: „Pomódl się, Bóg Cię ukochał”. Odpowiedziałam: „Tak, modlę się z wami”. ’

Wielu małżonków, którzy mają już za sobą długi staż małżeński, mówią, że wytrwali dzięki wsparciu i opiece Bożej. Dlatego wspólnie świętują imieniny, urodziny, a w rocznicę zawarcia małżeństwa zamawiają Msze Święte dziękczynne, by jednocześnie prosić dla siebie i swoich bliskich o łaski potrzebne na dalsze lata życia. W ten sposób przypominają sobie, że miłość jest „więzią doskonałości” i ona jedynie się liczy.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420137.Niedziela-Swietej-Rodziny)

Jezus wypełnia mesjańskie znaki

„Jest czas czekania
i związanych z nim nadziei.
(...) Adwent
jest czasem posiewu
słowa nadziei
i otwierania się na Tego
Kogo ono zwiastuje.
(…) W Nim streszczają się
wszystkie
Boże obietnice
dane ludziom”.

Fragment rozważań ks. prof. Andrzeja Rojewskiego, liturgisty, doskonale wprowadza nas w myśl dzisiejszej liturgii. Spójrzmy najpierw na drugie czytanie. Św. Jakub zachęca w nim do cierpliwego trwania w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa: „Bądźcie cierpliwi i umacniajcie wasze serca, bo przyjście Pana jest już bliskie”. Za przykład wytrwałości i cierpliwości winni nam służyć prorocy, którzy przemawiali w imię Pańskie. Jednym z proroków był Jan Chrzciciel, który został posłany, by przygotować drogę Panu. On nam przypomina, że w Osobie Jezusa wypełniają się obietnice mesjańskie z Księgi proroka Izajasza. Wskazuje, że Chrystus nie jest jakimś wieszczem grającym na ludzkich uczuciach i pragnącym sławy. Tym, którzy zwracają się do Niego z wiarą, udziela tego, o co proszą. Przyszedł na ziemię, by wyzwolić ludzi od największej niewoli, jaką jest grzech. Proroctwa Starego Testamentu wskazują, że tylko Jezus jest jedynym Zbawicielem, jedyną szansą ocalenia świata. Czy ja rzeczywiście w to wierzę? Cuda, które u jednych budziły podziw, były przecież dla innych zgorszeniem. Te cuda określały osobę Jezusa i świadczyły, że czasy mesjańskie już nadeszły.

Jaka więc powinna być nasza postawa? Każdy z nas może być na swój sposób dla innych Janem Chrzcicielem. Rodzice dla dzieci, nauczyciele dla wychowanków, dziennikarze dla czytelników. Często próbujemy szukać innych niż Jezus wybawicieli. Szukamy wypełnienia własnych proroctw, sięgając po horoskopy w poczytnych magazynach ilustrowanych, korzystamy ze "współczesnych" proroków, za których uważamy wróżki, astrologów. Karty tarota, wahadełka, ustawienia gwiazd i innych ciał niebieskich mają nam zapewnić znajomość przyszłości? Są to szklane radości, które błyszczą przez moment, ale niosą ze sobą udrękę. I zapominamy, kto tak naprawdę jest tym, który pomaga nam rozwiązywać życiowe problemy, obdarza nas wolnością i radością życia. Jakże więc łatwo przychodzi nam wzmacniać się prostymi receptami osiągnięcia szybkiego sukcesu. I tak, z jednej strony dajemy Panu Bogu świeczkę, z drugiej zaś diabłu ogarek.

Są ludzie, którzy sami zasypali sobie drogę Adwentu, albo wykopali przepaść między sobą a Bogiem, albo też zeszli z tej drogi na bezdroża. Teraz jest stosowny czas, aby usunąć na swojej drodze do Boga istniejące przeszkody. Trzeba tylko zdobyć się na wysiłek i silną wolę.

Przygotowujemy się do pamiątki Jego pierwszego przyjścia na świat jako Boga-Człowieka.

Prostujmy zatem drogi naszego codziennego życia, zasypując przepaści egoizmu, niechęci i nienawiści do innych, zaniedbań w małżeństwie i rodzinie. Głośmy Ewangelię, radosne orędzie dobrej nowiny o zbawieniu. Promieniujmy dobrym przykładem chrześcijańskiego życia, byśmy byli – jak św. Jan Chrzciciel i inni prorocy – żywymi znakami obecności Boga w świecie.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420076.3-Niedziela-Adwentu-A)