• Papieska intencja
    Papieska intencja

    SIERPIEŃ 2019:

    Intencja ewangelizacyjna: za rodziny.

    Aby rodziny, przez życie modlitwy i miłości, stawały się coraz lepszymi “szkołami prawdziwego wzrostu człowieczeństwa”.

  • Porządek mszy

    Niedziela:
    5:15, 7:00, 8:30, 10:00, 10:00 (Brzeziny), 11:30, 17:00

    Dni powszednie:
    6:00, 8:00, 18:30

    Msze dodatkowe w tygodniu:
    W pierwszy piątek: godz. 17.00
    W trzecią środę:  godz. 15.00
    W trzeci piątek:  godz. 15.00

  • Spowiedź

    Od poniedziałku - piątku (do 16.VI):
    od 8.00 - 12.00 (stały konfesjonał)
    od 18.00 - 18.30

    Od poniedziałku - piątku (od 17.VI - 31.VIII):
    od 8.00 - 10.00 (stały konfesjonał)
    od 18.00 - 18.30

    W sobotę:
    od 8.00 - 8.30 i od 18.00 - 18.30

    W niedzielę:
    pół godziny przed mszą św. o godz. 7.00, 8.30, 10.00, 11.30, 17.00

    W niedziele i świętą nie spowiadamy podczas mszy świętych!

  • Adoracja Najświętszego Sakramentu
    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    Od poniedziałku do piątku:

    od 8:30 do 18:30

     

  • Odwiedziny chorych

    Odwiedziny chorych odbywają się w pierwszy piątek miesiąca od godz. 9.00.
    W miesiącach wakacyjnych (lipiec, sierpień) odwiedziny chorych są zawieszone.

    W pilnych przypadkach uprasza się o skontaktowanie się z duszpasterzami.

    Chorych, którzy pierwszy raz chcą odwiedzin, należy zgłosić bezpośrednio u proboszcza, wikarych lub w biurze parafialnym.

  • Biuro parafialne
    Poniedziałek:  Nieczynne
    Wtorek: 16.00-17.30
    Środa: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Czwartek: 8.30-9.00 i 17.00-17.30
    Piątek: 8.30-9.00
    Sobota: Nieczynne

    Furta klasztorna:

    Poniedziałek - Piątek:   8:00-12:00 i 14:00-17:00
    Sobota: 8:00-12:00

  • Caritas parafialny
    Caritas parafialny

    Osoby potrzebujące używaną odzież mogą zgłaszać się do parafialnego oddziału CARITAS czynnego:

    • w środy od godz. 9.00 – 10.00
    • w I czwartek miesiąca od godz. 16.00 – 17.00.
  • Ochrona danych osobowych w Kościele

    W związku z wejściem w życie 25 maja 2018r. nowych wytycznych dotyczących ochrony danych osobowych (RODO) odnoszących się także do Kościoła Katolickiego zapraszamy do zapoznania się z niektórymi aspektami praktycznymi.

A A A
Ogień i wymagania

W czasie wizyty św. Jan Pawła II na Jasnej Górze w 1983 roku padły znamienne słowa, skierowane do młodzieży w czasie Apelu Jasnogórskiego: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Czemu ma służyć stawianie wymagań? Mądry wychowawca odpowie, że prawidłowemu rozwojowi, ponieważ każą one iść do przodu i pokonywać napotykane przeszkody i trudności.

Żeby wiara mogła zapłonąć żarem, płomień wiary musi być nieustannie podtrzymywany i podsycany. Pewną analogię możemy zobaczyć w ogniu olimpijskim, który jest wzniecany przy pomocy promieni słonecznych w ruinach świątyni Hery w starożytnej Olimpii na Peloponezie. Stamtąd sztafeta olimpijska przekazuje pochodnię olimpijską kolejnym biegaczom. Tradycja zapalania ognia sięga Igrzysk z 1928 roku, a jego przenoszenia w sztafecie – 1936 roku. Na koniec ogień niesiony w pochodni przybywa do miasta-gospodarza igrzysk. Tutaj w trakcie ceremonii otwarcia zapalany jest znicz olimpijski, który płonie przez cały czas trwania zawodów.

Płomień ognia olimpijskiego może zgasnąć, jak zdarzyło się to trzykrotnie wyniku oberwania chmury czy problemów technicznych. Podobne niebezpieczeństwo grozi płomieniowi wiary, który może zmniejszyć swoją intensywność lub zupełnie zagasnąć pod wpływem trudnych wydarzeń życiowych czy własnych zaniedbań, które mają wpływa na osłabienie wiary.

Wiara, która jest dynamizmem otrzymanym na chrzcie, nie jest wolna od znaków zapytania czy różnego rodzaju wątpliwości. Częsta bywalczyni jednego z forów internetowych napisała m.in.: „Niepokoi mnie jakość mojej wiary. To, że moja wiara jest słaba, że nie potrafię dawać świadectwa. Staram się kierować w życiu wiarą, ale widzę, że postępuję nie tak jak powinnam – jaka jest wola Boża, chociaż nie wiem często jak powinnam. Niepokoi mnie, gdy widzę, że ktoś czyni coś niezgodnego z przykazaniami, ale nie umiem podjąć tematu, porozmawiać z kimś o tym tak, aby go do Boga przybliżyć. Staram się kierować w życiu katolickimi zasadami, ale coraz wyraźniej widzę, że to, co dla mnie jest oczywiste, nie jest oczywiste dla innych, nawet dla tych, którzy chodzą do kościoła co niedzielę”.

Wiara domaga się od nas dociekliwości w poznawaniu, stawianiu pytań, jak i poszukiwaniu odpowiedzi. Ale człowiek wiary powinien mieć również odwagę i żar Ducha Bożego, aby żyć wiarą na co dzień. Andrea Bocelli, najpopularniejszy tenor świata a jednocześnie człowiek głębokiej wiary, wyznał w jednym z wywiadów prasowych: „Sądzę […], że każdy z nas ma wielki przywilej, ale i konkretny obowiązek bycia żywym, pulsującym i pełnym radości świadkiem wiary chrześcijańskiej. Mało tego, mamy ją nieść, gdzie tylko możemy, poprzez przykład życia i propozycję dzielenia się z innymi, dawania siebie”.

Nie da się żyć i rozwijać właściwie bez stawiania wymagań sobie i innym. Wzorem jest dla nas Syn Boży, który jako największe kryterium pozostawił nam miłość do końca. Uobecnia się ona w Eucharystii, jak również jest wezwaniem, by zapalać miłością spotkanych po wyjściu ze świątyni ludzi. Będzie to możliwe tylko wtedy, gdy każdego dnia będziemy pogłębiali naszą osobistą więź z Jezusem.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420135.20-Niedziela-zwykla-C)

Co to znaczy wierzyć?

Czym jest wiara? Autor Listu do Hebrajczyków naucza, że „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”. Wiara jest Bożym darem i jest postawą człowieka. To Duch Święty uzdalnia nas do tego, że rozumem i wolą staramy się przylgnąć do tego, co Bóg nam objawił, najpełniej w swoim Synu. Skoro wiara jest łaską, trzeba o nią prosić i za nią dziękować.

Biskup Jan Szkodoń zauważa, wiara jest postawą człowieka: jego rozumu i woli oraz są to czyny człowieka. Wierzymy w Boga i wierzymy Bogu. Wierzymy w Boga, który objawił się nam jako Trójca Osób – Ojciec, Syn i Duch Święty. Wierzymy Bogu, to znaczy uznajemy za prawdę to, co Bóg objawił, ale także w pełni Bogu ufamy. Wiara jest aktem świadomym i wolnym. Człowiek może powiedzieć Bogu „nie”. Może Boga wykluczyć ze swojego życia. Może żyć tak, jakby Boga nie było. Może powiedzieć: „Bóg nie istnieje”.

Znane jest powiedzenie: „Jeśli nie będziesz czynił, jak wierzysz, zacznij wierzyć, jak czynisz”. Jeżeli człowiek nie stara się postępować według wiary, wtedy zaczyna swoje grzeszne życie usprawiedliwiać i to usprawiedliwianie może prowadzić aż do niewiary.

Matką wszystkich wierzących jest Kościół. Św. Cyprian powiedział: „Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę”. Wierzymy w to, co jest objawione w Bożym słowie, spisanym i przekazanym, a co Kościół podaje nam do wierzenia jako objawione przez Boga. Nasz wiara wzrasta natomiast, gdy dzień po dniu się modlimy. Modlę się, ponieważ wierzę, wierzę, ponieważ się modlę. Wierzę, więc rozwijam swoją wiarę przez kontakt ze słowem Bożym. Wierzę, więc się spowiadam. To się odnosi do Komunii św. i do każdego czynu. Warto zwrócić uwagę na to, że wiara, jeśli jest coraz głębsza, wyraża się w trosce o wiarę innych. Wierzę, dlatego chcę, by inni też wierzyli.

Na jakie zagrożenia wiary warto byłoby zwrócić uwagę?  Największym grzechem przeciwko wierze jest niewiara, świadome, dobrowolne odrzucenie Boga, ale także subiektywizm. Jeśli ktoś mówi, że wierzy, ale nie praktykuje, jest niekonsekwentny, ponieważ wiara bez uczynków jest martwa (por. Jk 2, 20). Często jest tak, że ludzie mówią: „wierzę w te prawdy, w tamte nie wierzę. To przyjmuję, co Kościół głosi, a tamtego nie przyjmuję. Ja mam swoją wiarę”. W tym może się zawierać niewiedza, ale może się też wyrażać pycha człowieka. Jeśli wierzę w Boga i Bogu, to znaczy, że wiem, iż Pan Bóg nie może się mylić i kłamać.

Wiara jest filarem życia chrześcijańskiego. W naszym życiu bywają chwile trudne. Chwile, przez które to właśnie wiara pomaga przejść obronną ręką. Czasem, gdy po ludzku nie możemy sobie z czymś poradzić, czujemy, że mamy oparcie u Boga. Wiemy, że ktoś nad nami czuwa. Wiara jest dla nas natchnieniem i nadzieją. Przypomina nam, że Bóg kocha każdego z nas takim, jacy jesteśmy. Jeśli mówisz przyjacielowi: „Wierzę ci”, znaczy, że mu ufasz. Ale gdyby od jego wierności zależało twoje życie, być może zadrżałbyś w obawie przed zdradą. A jeśli miałby w imię waszej przyjaźni narażać życie, czy także wtedy ufałbyś mu do końca? Nadal byś mu wierzył?

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420058.19-Niedziela-zwykla-C)

Panie, naucz nas modlić się

„Panie, naucz nas się modlić”. Modlitwa. Czym jest? Uświadamiany sobie to chyba najbardziej w momentach trudnych, kiedy po ludzku nic już nie można zrobić. Wtedy ręce jakby same składają się do modlitwy, w oczach pojawiają się łzy bólu, wzruszenia, smutek po stracie najbliższych. Ale i łzy nadziei na wyzdrowienie kogoś bliskiego. Ktoś mówi: „Kocham i wiem, że miłość zwycięża, więc modlę się”.

Modlitwa to wołanie o miłość, a więc o to, co najcenniejsze w życiu ludzkim. Nieraz są to tylko krótkie, przerywane wezwania, akty strzeliste, płynące jak „smsy do Pana Boga”. Ktoś mówi: nie mam czasu, więc jest krótko. Albo: nie czuję modlitwy. Czy rzeczywiście muszę czekać na to, aż odczuję pragnienie, ba potrzebę modlitwy? A jeśli owo „czucie” nie pojawi się, co wtedy? Czy mogę zapomnieć o Tym, w Imię którego przyjąłem chrzest. Czy mogę zapomnieć o Tym, który jeden tylko jest dobry i przebacza grzechy? Czy mogę zapomnieć o Tym, który daje mi siebie samego w Eucharystii?

„Panie, naucz nas się modlić”. Kieszonkowa książeczka pod tytułem „Sms do Pana Boga” to modlitewnik dla mających mało czasu. We wstępie znajdujemy interesujące słowa: „W XXI wieku nasze życie nabiera coraz większego tempa, nieustannie zmieniamy miejsce pobytu, zajęcie. Ciągle spieszymy się, by zdążyć z tym, co mniej ważne, zapominając o najważniejszym powołaniu człowieka:

Znać Boga! Czcić Boga! Kochać Boga! Służyć Bogu!

Aby całe życie wypełnić obecnością Boga, musimy z Nim rozmawiać”.

To, co najważniejsze, jest również tym, co najpiękniejsze. Czas spędzony na modlitwie, chociaż czysto po ludzku bezproduktywny, stracony, okazuje się bezcenną i najbardziej pewną na ziemi inwestycją. Inwestujemy w życie wieczne, a gwarantem tej inwestycji jest sam Bóg. On nigdy się nie męczy, ale również nigdy się nie myli. On zna każdego z nas po imieniu i nieustannie czeka na spotkanie z nami.

„Panie, naucz nas się modlić”. Brak czasu, pośpiech, brak refleksji i wrażliwości, postawa roszczeniowo – życzeniowa, bo przecież mnie się należy to czy tamto. To chyba najważniejsze przeszkody w mojej rozmowie z Bogiem. To one sprawiają, że dla Boga braknie w moim życiu miejsca. A przyjaciel, o którym się zapomina, przestaje być przyjacielem, staje się kimś odległym, zapomnianym. Co wtedy robić? Potrzeba na nowo przemyśleć swoją relację z Bogiem. Nie wystarczy teoria, trzeba modlić się i ufać. Na ile zaufamy, na tyle otrzymamy. Takie jest prawo miłości.

Aby całe życie wypełnić obecnością Boga, powinienem z Nim rozmawiać, jak rozmawia się z najlepszym przyjacielem. I nie tylko od czasu do czasu, ale regularnie, każdego dnia. Modlitwa pragnie toczyć się powoli; wymaga zatrzymania się, dystansu do własnych potrzeb. W modlitwie zyskujemy czas, tracąc go, robimy przerwę w codzienności, zawierzamy się Bogu, dzięki czemu możemy w Nim odpocząć. Pragniemy robić w czasie danym nam od Boga to, co On chce, abyśmy robili. Jak zauważa Jacques Gauthier, autor książki Czas na modlitwę (Poznań 2010), „w naszych czasach, przeciążonych często liczbą obowiązków, dobrze jest zaszyć się na chwilę, o stałej porze, w głąb serca i zaczerpnąć z modlitwy wodę życia. W ten sposób uświęcamy czas”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420056.17-Niedziela-zwykla-C)

Nienasycona chęć posiadania

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca uwagę na istotę chciwości, którą stanowi lęk o siebie. Chciwość, która jest oznaką braku zaufania do Boga, jakimś rodzajem bałwochwalstwa, zajmuje drugą pozycję w katalogu grzechów głównych. Sprzeciwia się miłości, która uczy, by móc się dzielić, dawać i ubogacać innych. Chciwy człowiek chce tylko brać, zagarniać i odbierać.

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia”. Następnie Jezus opowiada przypowieść o bogaczu, który woli budować spichlerze niż zatroszczyć się o swe zbawienie. Jest to przypowieść o nienasyceniu. Gdy masz trochę, chcesz więcej! Gdy masz więcej, brakuje ci jeszcze trochę! I tak w koło! Zdumiewający jest egoizm tego chciwca. Cały swój dorobek i urodzaj wykorzystał tylko dla siebie, dla poprawienia swego losu.

W jakich sytuacjach mamy dziś do czynienia z chciwością?

Spójrzmy choćby na łapówki, które biorą się z chciwości i prowadzą do korupcji. Często gorszymy się, że inni je dają i przyjmują, a jak jest z nami? Czy nie chcemy wpłynąć przez nie na jakość załatwianych przez nas spraw w urzędzie, szpitalu czy na uczelni?

Inny przejaw chciwości to skąpstwo, czego dowodem są choćby katastrofy budowlane. Ktoś chce zaoszczędzić, jak ów pracownik, który miał wybudować piękny dom. Nie wiedział, że jest to podziękowanie od szefa firmy za jego dobrą pracę. Gdy skończył, a budował „nadmiernie oszczędzając – dowiedział się, że to dla niego.

Owocem chciwości są kradzież to też owoc chciwości. Cóż to takiego zagarnąć coś, co się nam przyda lub mogłoby się przydać. A przecież to czyjaś własność i w ten sposób pozbawiamy kogoś jego prawa do posiadania.

Inna forma chciwości prowadzi do bezrobocia. Bo oto chciwi szefowie firm, korporacji i prywatnych fortun windują swoje uposażenia kosztem pracowników oraz rozpadu firmy. A za bezrobociem często idzie rozbicie rodzin, bo ktoś pracuje daleko i w domu nie ma go całymi miesiącami.

Widzimy więc, że jeżeli człowiek pozwoli się opanować chęci posiadania za wszelką cenę, to chciwość staje się bogiem, a człowiek jej sługą, niewolnikiem. I jako niewolnik musi robić wszystko, byle tylko służyć wiernie swojemu bożkowi.

Widzimy również dziś, że wielu „wydaje się nieustannie uganiać za takim zajęciem, które pomoże mu pomnożyć posiadany majątek. Niekiedy osiągnięcie owego celu doprowadza do tego, że jest przemęczony i rozdrażniony, budując wokół siebie niezauważalny mur wrogości i niedostępności.

Chciwość więc niejedno ma imię. Nie zawsze materialne. Wielu ludzi pożąda doznań duchowych. Każdy chce czuć się szczęśliwie i bezpiecznie, nie mieć żadnych zmartwień. Dlatego coraz więcej ludzi wędruje do psychoterapeutów, bierze różne lekarstwa, aby móc się sztucznie wyzwolić od trosk. Bo chciwość to nienasycona chęć posiadania więcej. Dlatego Jezus Chrystus daje nam receptę na nieuleganie pokusie chciwości „Gromadźcie sobie skarby w niebie”. Bądźmy więc świadkami Jezusa przez nasze hojne serce i wyciągnięte w pomocnym geście dłonie.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420057.18-Niedziela-zwykla-C)

Nasze troski

Nasze codzienne życie wypełniają różne troski i niepokoje. Są one często wywołane trudną sytuacją lub przewidywaniem takiej sytuacji. Podobnie było w domu przyjaciół, Łazarza, Marty i Marii, w którym gościnnie przyjęto Jezusa. Obserwując zachowanie sióstr, Jezus upomina Martę nie dlatego, że ona usługuje, lecz dlatego że ta prosta czynność całkowicie ją pochłania i nie pozwalając dostrzec spraw ważniejszych.

Co w naszym codziennym życiu jest przyczyną naszych niepokojów i stanowi przeszkodę w dobrym przeżywaniu czasu?

Często zdarza się, że sposób naszego postępowania kształtuje wzgląd ludzki. Liczymy się z tym, co powiedzą mniej lub bardziej życzliwi nam sąsiedzi. To oni wielokrotnie kształtują nasze postrzeganie świata, patrzenie na innych czy religijność. A nasz niepokój polega na tym, że stajemy wobec dylematu: jak dobrze wypaść w ich oczach, żeby sobie czegoś złego o nas nie pomyśleli. Dlatego zaczynamy koncentrować się na rzeczach drugorzędnych i postrzegać świat przez pryzmat plotek, obmów czy oczerniania innych.

Inną przeszkodą na drodze naszego życia są przyzwyczajenia. Mówi się o nich, że stanowią „drugą naturę” człowieka. Przyzwyczajenie sprowadza się do wytwarzania w nas pewnych nawyków, bez których – jak uważamy – dzień byłby stracony. Dla niektórych są to prozaiczne czynności dnia codziennego, jak wypicie kawy, obejrzenie ulubionego serialu czy pójście na spacer z psem. Dla innych będzie to nieustanne poszukiwanie „dziury w całym”, nieumiarkowane zainteresowanie czy ciekawość dotyczą życia innych ludzi. Przyzwyczajenia powodują, że brakuje nam świeżości życia i nowego spojrzenia na rzeczywistość, w której żyjemy. Przeradzają się w stereotypowe stwierdzenia: „ja już wiem”, „wiem lepiej”, „mam swoje zdanie na ten temat” czy „nie zmienię zdania”.

Są ludzie, i to wcale nie jest ich tak mało, których życie koncentruje się wokół seriali. Ulubione filmy – których akcja w kolejnych odcinkach niewiele posuwa się do przodu – wyznaczają rytm życia rodziny. Chcemy podobnie funkcjonować, wdrażając obejrzane sytuacje w codzienne życie. Przeoczamy w ten sposób najważniejsze, często jedyne chwile. Zdarza się, że nie ma czasu na spotkanie z najbliższymi, rozmowę, ponieważ akurat rozpoczął się ulubiony serial. Dominującym tematem przy stole, w pracy czy na ulicy są losy bohaterów filmowych, ich luksusowy styl życia, nowe zdobycze techniki czy sztuki kulinarnej. Nieświadomie przejmujemy „filmowy styl życia” i w ten sposób często uszczęśliwiamy na siłę ludzi z najbliższego otoczenia, zmuszając ich do naśladowania często bezsensownych i sztucznych sytuacji. Nie zdajemy sobie sprawy jak ranimy przy tym ich uczucia.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii wskazuje, że mamy żyć tym, co aktualnie dzieje się wokół nas, a nie rozpamiętywać przeszłość czy oddawać się nierealnym marzeniom o tym, „co by było, gdyby…”. Dlatego patrząc na postawę Marty i Marii Jezus pokazał, że Maria słuchając Jego słów, „obrała najlepszą cząstkę”, czyli dobrze zrozumiała, co należy czynić w danym momencie.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420055.16-Niedziela-zwykla-C)