• AccountKonto parafialne: 10 1050 1344 1000 0004 0042 7753

A A A

Bóg zawsze nam ufa. Trudności rodzą się po naszej stronie, gdyż to my nie umiemy zaufać Jemu. Zwróćmy uwag na kłamstwo pierwszego syna z dzisiejszej Ewangelii i na kłamstwo drugiego syna. Obydwaj okłamali ojca: pierwszy, gdyż obiecał, że przyjdzie do winnicy, ale nie stawił się do pracy, drugi – ponieważ powiedział: „Nie przyjdę”, chociaż ostatecznie przyszedł pracować. I wiemy, że tak naprawdę okłamał ojca tylko pierwszy syn. On na pewno poniósł za to konsekwencje, gdyż zniszczył wielkie wartości. Dlaczego jego kłamstwo jest aż tak znamienne? Bo zniszczyło zaufanie syna do ojca i zaufanie ojca do syna. Runął most zawierzenia. Ojciec liczył na syna, ale syn nie stawił się do pracy. Tego typu postępowanie zawsze niszczy świat wiary.
Drugi syn się opamiętał, doszedł bowiem do wniosku, że ojcu trzeba pomóc, dlatego przyszedł do winnicy. I do niego nie mamy żadnej pretensji. Uczynił ojcu miłą niespodziankę, jeszcze więcej: podbudował most zaufania. W tej przypowieści wyeksponowany jest klasyczny przykład na to, że słowo musi mieć pokrycie w czynie. Zaufanie do drugiego człowieka opiera się nie na słowie, lecz spoczywa na „wykonanym” słowie. Dlatego Chrystus pochwalił drugiego syna, a przekreślił postawę pierwszego, utożsamiając ją z postawą faryzeuszy. Jezus potępił kłamstwo, które niszczy zaufanie.

W dzisiejszej przypowieści o dłużniku, który poprosił króla o cierpliwość, a „Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował” (Mt 18), ukazana jest bardzo ważna cecha człowieka przebaczającego. Jest nią cierpliwość. Franz Kafka pisał przed laty: „Istnieją u ludzi tylko dwa grzechy kardynalne, z których wywodzą się pozostałe: niecierpliwość i opieszałość. Przez niecierpliwość wygnano ich z raju, z opieszałości nie wracają doń. A może istnieje tylko jeden grzech kardynalny: niecierpliwość. Przez niecierpliwość wygnano ich, przez niecierpliwość nie wracają”. Czyż brak cierpliwości do człowieka, który nas skrzywdził, nie jest przyczyną zawziętości i nieprzejednania? Tylko w cierpliwym oczekiwaniu na skruchę i poprawę można wejść na drogę pojednania i przebaczenia. Tyko cierpliwość do bliźniego umożliwia przebaczenie mu aż siedemdziesiąt siedem razy.
Jean Paul napisał w jednej ze swych książek: „Człowiek nigdy nie jest tak piękny, jak wtedy, gdy prosi o przebaczenie lub gdy sam przebacza”. W tym zwięzłym stwierdzeniu kryje się ważna prawda ewangeliczna zawarta zresztą w dzisiejszej Ewangelii. Przebaczanie jest niczym innym jak naśladowaniem samego Boga!

Ktoś fantastycznie powiedział: „Postawić swoją modlitwę obok życia, choćby bardzo blisko, to tak jak kłaść drożdże obok ciasta, a klucz obok zamka”. Jeśli mam wypełnić zamysł Boży, jeśli każdego dnia ma się dokonywać wspaniałe arcydzieło, które Bóg przygotował, to moja modlitwa w żaden sposób nie może stać obok życia, nawet gdyby to było bardzo blisko. Ona musi obejmować każdą chwilę! – to wszystko, czym żyję, co stanowi przedmiot moich trosk, niepokojów, wyborów, decyzji i cierpień. Jeśli będzie bowiem stała choć odrobinę obok życia, wtedy nie przyniosę żadnego owocu ani nie wypełni się arcydzieło, które Bóg zamierzył.

Miejmy to bardzo głęboko w sercu. Żeby odtąd żaden dzień w naszym życiu nie był tylko ulotną datą czy nietrwałą kartką z kalendarza, lecz abyśmy go cenili tak, jak oczekuje Jego dawca. Abyśmy każdego poranka dostrzegali, jak ten nowy dzień wydobywa się z otchłani wieków i jaką jest wspaniałą propozycją Bożą skierowaną do serca każdego z nas.

W dzisiejszej Ewangelii można się doszukać przynajmniej dwóch sposobów krytycznego podejścia do siebie. Pierwszy z nich to sakrament pokuty, w którym człowiek weryfikuje swoje sumienie. Częsta i owocna spowiedź otwiera każdego na krytyczne spojrzenie bliźniego. Dzięki pokucie można nabrać dystansu do siebie, zacząć dostrzegać wszystko to, co rani bliźnich. Taki człowiek z pewnością potrafi przyjąć uwagi innych, bo wie, że rozważenie ich przybliża go do Chrystusa Miłosiernego. Jednak mówiąc o nadprzyrodzonych sposobach właściwego podejścia do siebie, nie można zapominać o modlitwie wspólnotowej, bowiem „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18). Modlitwa we wspólnocie otwiera każdego na dar drugiego człowieka, który ma prawo dostrzegać zarówno belkę, jak i drzazgę w naszych oczach.
Istnieje takie ciekawe niemieckie powiedzenie: „Bóg czasami zamyka jakieś drzwi, aby otworzyć na oścież bramę”. Nieraz upomnienie bywa bolesne, a nawet upokarzające, jednak w końcowym rozrachunku otwiera nową perspektywę – bogatsze człowieczeństwo. Pozwólmy się więc upominać. I nie obrażajmy się!

Kościół jest instytucją bosko-ludzką, której Chrystus powierzył władzę kluczy. Złożył je w ręce Piotra i jego następców. Czego dotyczy ta władza? Co Piotr zamyka i co otwiera?
To klucze do świata prawdy objawionej. Klucze pozwalające na wtajemniczenie w bogactwo Pisma Świętego i Tradycji. To klucze do świata dobra i świata zła. Nimi otwiera Kościół świat dobra i miłosierdzia i nimi zamyka świat zła, kiedy nawrócony człowiek go opuści. Te klucze, nad którymi czuwa Piotr, spoczywają w ręku wychowawców. To klucze do świata świętości, którymi Kościół otwiera świat łaski. Czyni to w sakramentach. One spoczywają w ręku kapłana, który konsekruje chleb i rozgrzesza. Czuwa jednak nad nimi Piotr, który jest za nie odpowiedzialny. To klucze dyscypliny kościelnej, czyli prawa obowiązującego ochrzczonych. One zamykają drzwi Kościoła dla tych, którzy są niezdyscyplinowani, i otwierają je tym, którzy chcą prawami tymi żyć. Te klucze spoczywają w rękach biskupów.
Uczeń Chrystusa, należąc do Kościoła, winien znać moc owych kluczy i umieć z nich korzystać. Władzy w Kościele nie da się porównać z żadną inną na ziemi. W nim włada Bóg i On rozliczy kluczników.