• AccountKonto parafialne: 10 1050 1344 1000 0004 0042 7753

  • STAŁY KONFESJONAŁ

    Stały konfesjonał

    Posługa sakramentalna w ramach stałego konfesjonału jest od poniedziałku do piątku, w godzinach 8.00 - 12.00.

  • Papieska intencja
    Papieska intencja

    WRZESIEŃ 2020:

    Intencja powszechna: Szacunek dla zasobów planety.

    Módlmy się, aby zasoby planety nie były rabowane, ale dzielone w sposób uczciwy i z poszanowaniem.

  • DOKUMENTY
  • Porządek mszy
    Porządek mszy

    Niedziela:
    5:15, 7:00, 8:30, 10:00, 10:00 (Brzeziny), 11:30, 17:00

    Dni powszednie:
    6:00, 8:00, 18:30

    NA MSZACH TRZEBA ZACHOWAĆ BEZPIECZNY ODSTĘP I  MIEĆ ZAŁOŻONĄ MASECZKĘ.

  • Adoracja Najświętszego Sakramentu
    Adoracja Najświętszego Sakramentu

    Od poniedziałku do piątku:

    od 8:30 do 18:00

     

  • Odwiedziny chorych

    Odwiedziny chorych odbywają się w pierwszy piątek miesiąca od godz. 9.00.
    W miesiącach wakacyjnych (lipiec, sierpień) odwiedziny chorych są zawieszone.

    W pilnych przypadkach uprasza się o skontaktowanie się z duszpasterzami.

    Chorych, którzy pierwszy raz chcą odwiedzin, należy zgłosić bezpośrednio u proboszcza, wikarych lub w biurze parafialnym.

  • Biuro parafialne
    Biuro parafialne

    Poniedziałek:  Nieczynne
    Wtorek: 17.00-17.30
    Środa: 17.00-17.30
    Czwartek: 8.30-9.15
    Piątek: 8.30-9.15
    Sobota: Nieczynne

    Furta klasztorna:

    Poniedziałek - Piątek:   8:00-12:00 i 14:00-17:00
    Sobota: Nieczynna
  • Ochrona danych osobowych w Kościele

    W związku z wejściem w życie 25 maja 2018r. nowych wytycznych dotyczących ochrony danych osobowych (RODO) odnoszących się także do Kościoła Katolickiego zapraszamy do zapoznania się z niektórymi aspektami praktycznymi.

  • Bierzmowanie
    Bierzmowanie

    Kandydaci do bierzmowania (klasy ponadgimnazjalne) mają spotkanie formacyjne w środę (30 września), po wieczornej Mszy św.

    Obecność jest obowiązkowa.

  • Różaniec
    Różaniec

    Nabożeństwa różańcowe w październiku:

    od poniedziałku do soboty: godz. 17.45

    w niedziele: godz. 16:15



    Serdecznie zapraszamy
    do wspólnej modlitwy!

A A A
Na drogach naszego życia

W książce pt. Pójdź, bądź Moim światłem (Znak, 2015), będącej zbiorem prywatnych listów św. Matki Teresy z Kalkuty odsłania się jej duchowe oblicze. Założycielka Misjonarek Miłości była pogrążona przez 50 lat w „wewnętrznych ciemnościach” i toczyła długą, samotną walkę o wierność Chrystusowi. „Te listy powinny przemawiać do ludzi czasów, w których wysławiane jest zwątpienie w Boga [...]. Jeżeli ona mogła wątpić, ale w dalszym ciągu wierzyć, to dała wiernym zezwolenie na chwilowe zwątpienie, a niewierzącym - na wiarę” („Independent”).

Doświadczenie trudności w wierze Matki Teresy pomaga nam lepiej zrozumieć uczniów, których przedstawia dzisiejsza Ewangelia. Pokazuje, jak odkrywać obecność Jezusa Zmartwychwstałego, który przecież jest pośród wierzących, choć nie zawsze możemy „odczuwać” Jego obecność. Nie bez znaczenia jest to, że uczniowie spotykają Jezusa będącego w drodze. Droga symbolizuje tu przede wszystkim trud wzrastania w wierze. Człowiek otrzymuje od Boga dar wiary, ale sam musi go rozwijać. Nawet wtedy, gdy wydaje mu się, że po ludzku wszystko stracone, a przed oczyma rozciąga się bezkresna ciemność. Wiara to światło, które swoimi promieniami oświeca i rozgrzewa nasze serca, napełniając je ufnością w moc Boga.

Istotnym elementem, mającym wpływ na rozwój wiary, jest znajomość słowa Bożego i jego rozumienie. Na przykładzie uczniów Jezusa możemy się przekonać, że właściwe rozumienie słowa Bożego wcale nie jest czymś prostym. Stąd obecność Jezusa, który wyjaśnia Pisma. „Pośród cieni chylącego się ku zachodowi dnia i mroku zalegającego w duszy, ów Wędrowiec był jasnym promieniem, na nowo budzącym nadzieję i otwierającym ich ducha na pragnienie pełni światła. «Zostań z nami», prosili. A On przyjął zaproszenie. Wkrótce oblicze Jezusa miało zniknąć, ale Mistrz miał «pozostać» pod zasłoną «łamanego chleba», wobec którego otworzyły się ich oczy” (MND, 1).

Droga wiary Matki Teresy, spotkanie Nieznajomego z uczniami z Emaus to doświadczenie bliskie wielu uczniom Jezusa. Prowadzi ono do spotkania z Chrystusem żyjącym sakramencie Eucharystii. Pokazuje, jednocześnie, że nie możemy przyjmować wiary powierzchownie, jak zwykłej plotki. Człowiek jest stworzony wielowymiarowo. Ale często – gdy sam poznaje kogoś nowego – bardziej interesują go własne wyobrażenie o kimś i narzekanie niż prawdziwe odkrycie bogactwa drugiego człowieka. Przecież uczniowie nawet nie zadali Nieznajomemu pytania, kim jesteś, a zasypywali Go własnymi wyobrażeniami i narzekaniami.

Dziś, kiedy przyszliśmy na niedzielne „łamanie chleba” mamy niepowtarzalną okazję, by doświadczyć Jego obecności i powierzyć Mu całe swoje życie. Światło słowa Bożego oświeca ciemności naszego codziennego życia, które pokazuje, jak wynika z badań pt. „Zjawiska nadprzyrodzone oczami Polaków” (2017), że co drugi Polak czyta horoskopy, a co siódmy był przynajmniej raz w życiu u wróżki, co szósty ma talizman. A chleb eucharystyczny daje siłę nam, pielgrzymom w drodze, byśmy bezpiecznie zdążali do domu Ojca.

Prośmy: Panie Jezu, otwórz nasze serca, „daj nam zrozumieć Pisma” i „pozostań z nami”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420092.3-Niedziela-Wielkanocna-A)

Rozpalić ogień miłosierdzia

W II niedzielę po Wielkanocy powtarzamy za Psalmistą: „Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny”. Wzrok nasz wędruje najpierw do Wieczernika, w którym Jezus przychodzi do Apostołów, aby umocnić ich wiarę. To spotkanie ma jednak wyjątkowy charakter. Bierze w nim udział Tomasz Apostoł, którego zwykliśmy określać mianem „niewiernego Tomasza”. Dostrzegamy, słuchając Janowej Ewangelii, że wiara tego ucznia była jeszcze zbyt słaba, aby uwierzył świadectwu innych Apostołów. Potrzebował namacalnych dowodów. Chyba to nas nie powinno dziwić. Ile to razy my sami, którzy tak wiele słyszymy o Zmartwychwstałym, powtarzamy pełni niedowierzania: „jak nie zobaczę, to nie uwierzę”.

Radość z dzisiejszej liturgii płynie dla nas z faktu, ze razem ze św. Piotrem możemy uwielbiać Boga: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei”. To uwielbienie związane jest z darem, jaki otrzymaliśmy od Boga. Staliśmy się, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, świadkami nadziei.

Świadectwem nadziei dla współczesnego świata jest również Święto Miłosierdzia Bożego. To była wola samego Boga, którą wyraził za pośrednictwem św. Siostry Faustyny, zakonnicy ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia w dniu 22 lutego 1931 roku w Płocku. Święto Miłosierdzia dał Pan Jezus grzesznikom jako „ostatnią deskę ratunku”. Z dobrze odprawioną spowiedzią i Komunią św. przyjętą w tym dniu związana jest obietnica „zupełnego odpuszczenia win i kar” (Dz. 300). A więc takiej łaski, jaką otrzymujemy tylko w sakramencie chrztu świętego. Zdroje miłosierdzia wypływają z przebitego boku Zbawiciela. Chrystus mówił do św. Faustyny: „rana serca mojego jest źródłem niezgłębionego miłosierdzia” (Dz. 1190). Owa rana – przebity bok i serce – staje się dla całej ludzkości źródłem miłosierdzia Bożego. Na znanym nam dobrze obrazie Jezusa Miłosiernego „Jezu, ufam Tobie” z przebitego boku Chrystusa wypływają promienie: blady i czerwony. Chrystus wyjaśnia Faustynie, co one oznaczają, mówiąc: „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz...” (Dz. 299). W innym miejscu Chrystus zachęca: „niech korzystają z krwi i wody, która dla nich wytrysła” (Dz. 848).

3. Od 2000 roku niedziela kończąca oktawę Zmartwychwstania Pańskiego obchodzona jest jako Niedziela Bożego Miłosierdzia. Ziściły się więc starania „Sekretarki Bożego Miłosierdzia”. A wszystko za sprawą św. Jana Pawła II, zwanego Papieżem Miłosierdzia. Niech dzisiejsze Święto Miłosierdzia umocni w nas nadzieję i doda sił do odważnego świadczenia o Zmartwychwstałym. Niech zapali w naszych sercach prawdziwy „ogień miłosierdzia”.

Zakończmy nasze rozważanie słowami – osobistym wyznaniem wiary w Jezusa Zmartwychwstałego. Niech przed naszymi oczyma widnieje Jezus przychodzący do Wieczernika, a z serc płynie pełne nadziei: „Jezu, ufam Tobie”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420091.2-Niedziela-Wielkanocna-Milosierdzia-Bozego-A)

Oddać chwałę Bogu

W Niedzielę Palmową wpatrujemy się w pokornego Jezusa, którzy wjeżdża na osiołku do Jerozolimy. To On jest głównym bohaterem dzisiejszej liturgii. Jesteśmy świadkami, jak tłumnie zgromadzeni ludzie słali „swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: «Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach»”. W ten sposób ludzie oddawali chwałę Panu. Chwalić kogoś znaczy uznać, że jest dla nas ważny. Kiedy zatem oddaję Bogu chwałę, to uznaję, że tylko On jest ważny, że On jest na pierwszym miejscu. Jeśli to rozumiemy i przyjmujemy – jeśli każdy z nas to rozumie, odkrywamy wówczas i akceptujemy siebie przed Bogiem i przed drugim człowiekiem. Wtedy też na pewno zaczną się lepiej układać nasze wzajemne relacje.

Jedną z chorób współczesnego człowieka jest przywłaszczanie sobie chwały. Jeśli ktoś z nas myśli: „ja jestem ważny”, to z tego punktu widzenia ocenia innych, jako mniej ważnych, będących tłem na własnej „ważności”. I traktuje ich „z góry”. A jedynym uzasadnieniem dla patrzenia na kogoś z góry jest pochylenie się nad nim, żeby pomóc mu się podnieść. Właściwe patrzenie na świat niszczy zatem grzech, głownie grzech pychy, który nie pozwala odkrywać bogactwa chwały Bożej. To grzech pychy zaślepił serca tych, którzy, kiedy usłyszeli od Jezusa słowa prawdy, zamiast radosnego „Hosanna”, zaczęli krzyczeć złowrogie „ukrzyżuj”.

Aby oddawać Bogu chwałę swoim życiem, winniśmy nieustannie łączyć się z Jezusem Chrystusem przez miłość. Jego szlak wiedzie od tryumfalnego „Hosanna” do ufnego zawierzenia woli Ojca, który najlepiej wie, czego nam potrzeba, wpierw, zanim Go jeszcze o to poprosimy. Mamy nieustannie śpiewać „Hosanna” pięknym życiem, opartym na skale, którą jest Boży Syn. To On pomaga nam przetrwać życiowe burze, dźwigać krzyż niezrozumienia, braku sensu życia, zagubienia w świecie nadmiaru informacji i propozycji na szczęśliwe życie. To On pomaga nam wybierać dobro, piękno, prawdę, stawiając tamę głupocie, chamstwu i niszczeniu własnego i cudzego życia. Soeren Kierkegaard snuje taką refleksję w książce pt. Bojaźń i drżenie: „(…) każdy był wielki na swój sposób, a każdy w zależności od wielkości tego, co umiłował. Albowiem ten, kto umiłował siebie, był wielki sam przez siebie; ten, kto kochał ludzi, stał się wielki przez swoje oddanie; ale ten, kto Boga ukochał, stał się największy ze wszystkich” (s. 14).

Rozpoczynając Wielki Tydzień największych tajemnic naszej wiary, chcemy podążać za prorokiem, który prowadzi nas do poznania pełnej prawdy o otaczającym świecie i o nas samych. Wybierając Jezusa nie tylko oddajemy cześć Bogu Ojcu, ale dostępujemy również wywyższenia. Dzięki Jego łasce zostajemy oczyszczeni z grzechu, który nas zaślepia i możemy służyć Chrystusowi obecnemu w braciach potrzebujących. Wszystko na większą chwałę Tego, „Który jest, i Który był i Który przychodzi”.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420089.Niedziela-Palmowa-A)

Jezus żyje!

Alleluja, Jezus żyje! Ten radosny okrzyk zwiastuje całemu światu najważniejszą prawdę chrześcijaństwa: po męce i śmierci, po bólu i niepewności jutra nastało zmartwychwstanie. Z wiarą stajemy dziś przed pustym grobem, z którego płynie radosne orędzie: Nie ma Go tutaj, bo zmartwychwstał, jak zapowiedział. Centrum naszej wielkanocnej radości jest Chrystus, „zwycięzca śmierci, piekła i szatana”. Z grobu Jezusa, w którym zamknęli Go możni tego świata, rozchodzi się na cały świat Ewangelia życia, radości i nadziei. Zmartwychwstały pokazuje, że życie na ziemi jest przygotowaniem do szczęścia wiecznego.  

Często zdarza się, że tak niezwykłe i niepowtarzalne wydarzenie jak Święta Paschalne nie pozostawia w nas prawie żadnego śladu. Świąteczny nastrój tak szybko gaśnie. Powtarzamy utarte słowa: „Święta święta i po świętach”. Zastanawiające jest również to, że gdyby Kościół nie nakazał przystąpienia do spowiedzi, to pewnie u wielu katolików sumienie nie byłyby odświeżone. Jedyny widoczny ślad – umyte okna i wyprane firanki.

Potrzeba nam wiary w to, że Chrystus zmartwychwstał. Wiary, która opiera się nie o dane statystyczne, ale o osobistą relację z Jezusem. Przyjmując Chrystusa, przyjmujemy nowe życie. Życie, w którym może zdarzyć się zarówno męka, jak i śmierć. A potem zmartwychwstanie, kiedy to Chrystus przychodzi do uczniów, rozmawia z nimi, je i pije. Chodzi po falach, znika, przechodzi przez drzwi. Wszystko to takie dziwne, że trudno sobie wyobrazić, jak to odbierali ludzie, którzy to widzieli. Niektórzy po prostu bali się, bo myśleli, że to zjawa. W trosce o siebie odchodzili.

Znakiem „nowego życia” jest jajko. W symbolice chrześcijańskiej jajko od początku było związane z Wielkanocą, nawiązywało do faktu Zmartwychwstania Pańskiego. Jak spod skorupki jajka wykluwa się nowe pisklę, tak zmartwychwstały Chrystus po trzech dniach zwycięsko wychodzi z grobu. Dawniej jajko symbolizowało Stary i Nowy Testament, a więc Stare i Nowe Przymierze Boga z ludźmi. Skorupka jajka, która zwykle po rozbiciu zostaje odrzucona jako nieprzydatna, oznaczała Stary Testament, natomiast żółtko jajka – jądro nowego życia – obrazowało Nowe Przymierze.

Bliskie jest wielu z nas doświadczenie osób, które po ciężkim wypadku doświadczyły powrotu do zdrowia. Niektórzy mówią, że czują, jakby narodzili się na nowo, że otrzymali od Boga dar nowego życia. Otrzymali nową nadzieję. Znaku chrześcijańskiej nadziei dopatrywał się w jajku św. Augustyn. Tak o tym pisał: „Nadzieja nie jest bowiem jeszcze rzeczywistością, jak i jajo nie jest jeszcze kurczęciem; zwierzęta czworonożne rodzą młode, ale ptaki – nadzieję na młode. Nadzieja zaś skłania nas, abyśmy nie dbali o rzeczy teraźniejsze, lecz żebyśmy oczekiwali rzeczy przyszłych”.

Spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym przemieniło uczniów i całe pokolenia chrześcijan w świadków Boga. Tajemnica pustego grobu zdaje się potwierdzać, że miłość Chrystusa zawsze odnosi zwycięstwo nad śmiercią, nad egoizmem, grzechem oraz wszelkimi zniewoleniami. Alleluja, Jezus żyje!

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420090.Niedziela-Wielkanocna-Zmartwychwstania-Panskiego/2)

Siła miłości

Są ludzie, którzy rozsiewają wokół siebie woń dobra. Taką osobą był Jezus Chrystus, przyjaciel Marty, Marii i Łazarza. Przyjaciel każdego z nas. To On ma władzę nad śmiercią. Tylko On może powiedzieć: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”. Bardzo wymowne są tu ludzkie odruchy Jezusa: głębokie wzruszenie i płacz. Pewnie nawet największy „twardziel” nie ukryłby w takim momencie wzruszenia. Taka jest właśnie siła miłości.

To miłość przemienia oblicze człowieka, oblicze świata. Przebacza, ociera niepotrzebne łzy, tuli rozdygotane dłonie, koi niespokojne serce. Potrafi dostrzec obraz i podobieństwo Boże… Kapelan jednego z polskich szpitali dzielił się swoim spotkaniem z człowiekiem chorym na AIDS. Pewnego razu udał się na oddział, aby odwiedzić leżących tam chorych. Gdy przybył do jednej z sal, na której leżał ów chory, zaproponował mu spowiedź. A on oburzony tą propozycją zaczął wołać, że Boga nie ma, bo on musi tak strasznie cierpieć. Bezradny kapelan usiadł przy jego łóżku i odruchowo chwycił go za rękę. Po pewnym czasie ów chory już z całkiem innym spojrzeniem powiedział: „Musi coś w tym być, bo jesteś pierwszym człowiekiem, który od kilku miesięcy chwycił mnie za rękę bez rękawiczki”. I poprosił o spowiedź. Ten niby drobny gest dokonał tak wielkiej przemiany, otworzył pełne buntu serce chorego.

Miłość przemienia oblicze świata. Jakże inaczej wyglądałby nasze rodziny i parafie gdyby zamiast smutnych, znużonych i zmęczonych twarzy, byli tam ludzie o pogodnych, uśmiechniętych obliczach. Tylko miłość może przemienić nasze serca. Miłości nie da się kupić, ani tym bardziej znaleźć na ulicy, można nią tylko kogoś obdarować i wzajemnie otrzymać ją w darze. Miłość czysta, sprawiedliwa i mądra jest najwspanialszym darem, jaki może się stać naszym udziałem w spotkaniu z drugim człowiekiem. Jest darem i nie wypływa z potrzeb człowieka. Ona dopiero rodzi potrzeby. Nie dlatego przecież kocham człowieka, że go potrzebuję, lecz dlatego go potrzebuję, że go kocham.

Prawdę tę doskonale rozumiał św. Brat Albert, zwany św. Franciszkiem czasów niesprawiedliwości społecznej XIX wieku. Ten inżynier, leśnik, powstaniec, zdolny malarz - odnalazł wreszcie swoje powołanie w służbie najuboższym. Śpieszył na ratunek żebrakom spotykanym na ulicy, dostrzegając w nich oblicze Chrystusa cierpiącego. „Duszę swoją dawał Brat Albert za tych, za których w Krakowie już nikt jej dać nie chciał. Dosłyszał w sobie głosy znaków sakramentalnych i związanej z nimi nowej kapłańskiej miłości; dosłyszał głosy, które wołały do niego (...) całą przerażającą potęgą naszej nędzy z końca XIX wieku:

«Duszę swoją dasz?». Dał”.

Czy potrafisz zawsze z uśmiechem służyć drugim? Potrzeba najpierw zobaczyć, czy obok mnie nie ma potrzebującego. Zobaczmy w naszym bloku, na naszej ulicy. Wyszukajmy ludzi starszych, samotnych, o których zapomnieli ich najbliżsi. Zatroszczmy się o nich. może trzeba dać znać księdzu. A może sami pobrudźmy swoje ręce, by poświęcić tym ludziom czas bez czekania, aż nas o to poproszą… Niech to będzie nasza wielkopostna ofiara dla Jezusa.

ks. Leszek Smoliński (https://liturgia.wiara.pl/doc/420088.5-Niedziela-Wielkiego-Postu-A)